Przejdź do głównej zawartości strony

Gdy jakiś czas temu kupiłem jedną z moich harmonii, teść skomentował zakup słowami: „Bardzo dobrze. W małżeństwie powinna być harmonia”. Niewątpliwie. A co, jeśli jeden ze współmałżonków zakupi akordeon? Może skoro akordeony określa się często mianem harmonii, efekt będzie podobny? Nie. W przypadku akordeonu o harmonii mowy być nie może, ponieważ… to nie harmonia.


Owszem, oba instrumenty należą do tej samej rodziny, ale to, że Jaś i Staś są podobnymi do siebie braćmi, nie oznacza, że Jaś to Staś, a Staś to Jaś. Wszystkie te zawiłości zostaną lada chwila wyjaśnione. Warto jednak już na początku zaznaczyć, że to harmonie uważane są często za instrumenty właściwe muzyce wiejskiej, do tego stopnia, że w regulaminie wielu konkursów i festiwali muzyki tradycyjnej figuruje punkt zakazujący użycia w prezentacjach konkursowych akordeonów. 

Nazewnictwo instrumentów z rodziny „akordeonowo-harmoniowej” nastręcza pewnych problemów, bowiem na przestrzeni lat badacze kultury wiejskiej, instrumentolodzy, etnomuzykolodzy oraz praktycy – wytwórcy i muzykanci – definiowali harmonie i akordeony na różne sposoby. Na przykład Oskar Kolberg mianem „akordyjon” określa wszystkie instrumenty, w których dźwięk powstaje dzięki metalowemu języczkowi poruszanemu pędem powietrza. Kolbergowskie „akordyjony” to zarówno zatem akordeony, jak i harmonie. 

Najbliższy jest mi punkt widzenia polskich wytwórców harmonii i muzykantów – harmonistów – którzy harmonię od akordeonu odróżniali w sposób następujący: akordeon to instrument o klawiaturze melodycznej „pianowej” (czyli typu „pianinowego”, fortepianowego – z białymi i czarnymi klawiszami), harmonia zaś ma inny układ klawiszy o charakterystycznym kształcie – ułożonych w jeden, dwa lub trzy rzędy (sporadycznie spotykało się w Polsce także harmonie o większej liczbie rzędów). Za akordeony uznać należy również instrumenty używane w praktyce szkolno-akademickiej i profesjonalnym wykonawstwie muzycznym, o klawiaturze guzikowej, z czarnymi i białymi guzikami uszeregowanymi w klika rzędów.

Zdjęcie 1. Akordeon guzikowy, muzyk nieznany. Fot. domena publiczna
Zdjęcie 2. Akordeony guzikowe, Gaby i Fernand Lacroix. Fot. domena publiczna
Zdjęcie 3. Harmonia trzyrzędowa, zdjęcie, właściciel Piotr Dorosz. Fot. Jakub Nowak-2

„Muzykancką” definicję harmonii należy uzupełnić także o kontekst jej wykorzystania. Harmonie różnego rodzaju były wykorzystywane w muzyce tradycyjnej, tak wiejskiej jak i miejskiej (podwórkowo-ulicznej), nie znalazły zaś zupełnie zastosowania w szkolnictwie muzycznym i wykonawstwie związanym z profesjonalną edukacją muzyczną. Akordeony natomiast były spotykane (ich ekspansja miała miejsce zwłaszcza po II wojnie światowej) zarówno w wiejskich remizach, jak i eleganckich salach koncertowych.

Co ciekawe, niektóre harmonie trzyrzędowe, zwłaszcza te budowane po II wojnie światowej, do złudzenia przypominały akordeony; zwłaszcza, gdy patrzyło się na nie z pewnej odległości. Niektóre klawisze z pierwszego rzędu były bowiem malowane na kolor czarny. Po pierwsze – miało to ułatwiać orientację grającego wśród wyglądających tak samo klawiszy (zob. zdjęcie 3.), a po drugie – „akordeonowy” wygląd harmonii był pożądany. Akordeon uchodził za instrument bardziej nowoczesny i raczej miejski, a jak wiadomo, to wieś częściej próbowała kulturowo upodobnić się do miasta niż miasto do wsi, harmonia wyglądająca jak akordeon była więc w cenie. Oto przykład harmonii zbudowanej w latach 50. XX wieku, którą niewprawny obserwator może łatwo pomylić z akordeonem:

Zdjęcie 4. Harmonia trzyrzędowa, zdjęcie - własność moja. Fot. Jakub Nowak, ze zbiorów Piotra Dorosza

W dalszej części artykułu wyjaśnię także pojawiające się tu i ówdzie określenia „harmonia polska” i „harmonia warszawska”.

Pora pochylić się nad historią harmonii. „Praprababciami” współcześnie używanych harmonii były handeoliny konstruowane w drugiej dekadzie XIX wieku w Niemczech i Austrii. Jednakże należy pamiętać, że instrumenty wykorzystujące metalowy stroik jako źródło dźwięku powstawały już znacznie wcześniej – nawet w starożytności, jak choćby chiński szeng; formą, skalą ani możliwościami nie przypominały one jednak zupełnie harmonii. Instrument ten w kolejnych dziesięcioleciach, przechodził ewolucję, był ulepszany i rozwijany, do klawiatury melodycznej dodano basy. Instrumenty z rodziny harmonii powstawały także m.in. w Czechach i Rosji.

Pierwsze harmonie docierały do Polski najprawdopodobniej już w I poł. XIX wieku. Pierwszą znaną polską firmą wytwarzającą harmonie był warszawski zakład Konstantego Sobolewskiego działający w latach 1868–1886 [1]. Ostatnie dekady XIX wieku zaowocowały powstaniem kolejnych, często znamienitych zakładów i manufaktur. Wymienić należy tu mistrzów takich jak Piotr Stamirowski, Adolf i Władysław Leonardtowie (ojciec i syn), Franciszek Mejer, Michał Nabe, Zygmunt Radek i inni. Początek wieku XX to dalszy rozkwit działalności organmistrzów – budowniczych harmonii. Większość manufaktur znajdowała się w Warszawie (łącznie ponad 50 [2]) i to z tym miastem kojarzeni byli najbardziej znani wytwórcy tego instrumentu. Harmonie ze stolicy zaczęły pojawiać się w wielu regionach kraju i stąd najprawdopodobniej wzięło się funkcjonujące niekiedy do dziś określenie „harmonia warszawska”. Należy zaznaczyć, że dotyczy ono jednak wyłącznie pochodzenia większości tego typu instrumentów, nie zaś ich rodzaju. Harmonie wytwarzane w Warszawie formą oraz skalą nie różniły się bowiem od tych powstających w manufakturach lokalnych. Warto również podkreślić, że choć warszawscy organmistrze tworzyli instrumenty najpopularniejsze, to spod ręki wytwórców o zasięgu lokalnym (często pracujących samodzielnie, produkujących instrumenty w bardzo niewielkiej liczbie) wychodziły harmonie również bardzo dobrej jakości, cenione przez muzykantów. 

Harmonie, które docierały na wieś pod koniec XIX wieku, to instrumenty najczęściej jednorzędowe, czyli mające klawiaturę melodyczną wyposażoną w jeden tylko rząd klawiszy, których mogło być np. 10. Instrumenty takie były także wyposażone w dwa, maksymalnie dwanaście klawiszy basowych po stronie basowej. Ta niewielka ilość basów i klawiszy melodycznych ograniczała możliwości muzykanta do wygrywania na takiej harmonii melodii nieskomplikowanych, w niewielkim zakresie tonacji. Dodatkową trudność stanowiło to, że dany klawisz przy rozciąganiu miecha wydawał dźwięk o innej wysokości niż przy ściskaniu. Chcąc grać na „jednorzędówce” musiano więc operować nie tylko palcami, ale także kierunkiem ruchu miecha.

Zdjęcie 5. Harmonia jednorzędowa, diatoniczna, ze zbiorów Wandy Księżopolskiej i Muzem Regioalnego w Siedlcach. Fot. Piotr Dorosz

Harmonie jednorzędowe nie mogły jeszcze zagrozić kapelom grającym z dawien dawna w składzie skrzypce, basy i ewentualnie bębenek. Ich pojawienie się zwiastowało jednak zbliżający się nieuchronnie koniec „dawnej muzyki”. O ile bowiem stare melodie miały się dobrze jeszcze przez dłuższy czas (adaptowane ze skrzypiec na harmonię), o tyle muzykanci, którzy w początkach wieku XX zaczęli grać na bardziej już zaawansowanych harmoniach dwurzędowych, „wygryzali” powoli z wesel i zabaw skrzypków i basistów. Harmonista, sam dysponując klawiaturą melodyczną i basami, mógł w pewnym sensie zastąpić całą kapelę. Ponadto harmonie postrzegano na wsi jako instrument nowoczesny, nic więc dziwnego, że szybko zapanowała na nie moda, a dawne kapele, grając coraz rzadziej, odeszły w końcu „do lamusa” z piętnem przestarzałych i niewartych uwagi. Harmonie dwurzędowe, choć wciąż wymagały poruszania miechem w odpowiednim kierunku, ze względu na znacznie większą w stosunku do jednorzędówek liczbę klawiszy melodycznych, mogły już z powodzeniem przygrywać do tańca. Jeszcze nie tak dawno żyli muzykanci po mistrzowsku operujący tym rodzajem harmonii, jak choćby udokumentowany przez badacza muzyki wiejskiej Andrzeja Bieńkowskiego Leopold Talarowski z Czatolina koło Łowicza:

Leopold Talarowski na stronie Muzyka Odnaleziona

Okresem szczytowym w historii harmonii w Polsce, tak pod względem wytwórstwa, jak i wpływu na muzykę wiejską, było pojawienie się harmonii trzyrzędowej – o trzech rzędach klawiszy melodycznych, ułożonych w pełną skalę chromatyczną, oraz co najmniej 24 basach (późniejsze harmonie – głównie powojenne, miały najczęściej basy typu akordeonowego – np. 96 czy 120). Owe „złote lata” harmonii w Polsce i jej panowanie w muzyce wiejskiej to dwudziestolecie międzywojenne. W tym okresie kapele z harmonią w składzie ostatecznie wyrugowały z wesel i zabaw starsze składy skrzypcowo-basowe. Rozwiązania techniczne, zastosowane w harmoniach trzyrzędowych, pozwalały harmonistom bez problemu wygrywać najbardziej nawet skomplikowane i bogato ozdabiane oberki, będące dotychczas tylko w zasięgu skrzypków. Pojawiły się również bardzo ciekawe innowacje ułatwiające długie granie względnie bez zmęczenia. Były to m.in. tzw. pedały – dwa miechy połączone z instrumentem rurą, która była instalowana w otworze na spodzie instrumentu. Powietrze pompowało się do harmonii nogami, zaś ręce grającego miały za zadanie jedynie obsługiwać klawisze, zwolnione zaś były z tzw. miechowania, czyli rozciągania i ściskania miecha. Jeśli wesele trwało kilka dni, znaczenie pedałów dla komfortu grającego było wielkie. Harmonie pedałowe – „pedałówki” – rozpowszechniły się na wschód od Warszawy – na tzw. Mazowszu Leśnym, na Kurpiach – Białych i Zielonych, zachodnim Podlasiu. Występowały także sporadycznie na Kujawach i w pewnej niewielkiej, otoczonej harmoniami ręcznymi enklawie w okolicach Szydłowca, na pograniczu Małopolski Północnej i Świętokrzyskiego.

Oto zdjęcie i film prezentujące harmonię pedałową:

Piotr Dorosz z harmonią pedałową. Fot. Jakub Nowak, ze zbiorów Piotra Dorosza

Harmonie trzyrzędowe były bardzo popularne w całej Polsce nizinnej – na Mazowszu, Kurpiach, zachodnim Podlasiu, w Łódzkiem, części Świętkorzyskiego, w Małopolsce Północnej. Harmonista mógł przygrywać do tańca sam, w towarzystwie bębnisty, lub także skrzypka, który w kapeli z harmonią pełnił już jednak tylko rolę dopełniania brzmienia zespołu, ale nie był już liderem.

Na harmonii gra się zazwyczaj czterema palcami prawej ręki, opierając kciuk na boku instrumentu:

Zdjęcie 7. Układ prawej ręki na klawiaturze harmonii trzyrzędowej. Fot. Jakub Nowak, ze zbiorów Piotra Dorosza

Nieliczni dawni muzykanci korzystali jednak także z kciuka. Granie czterema palcami to relikt czasów, w których miech pierwszych, niewielkich harmonii ściskano nie tylko lewą, ale i prawą ręką, „dopychając” go właśnie prawym kciukiem.

Harmonia trzyrzędowa nie jest instrumentem stworzonym na gruncie polskim. Owszem, forma klawiszy polskich „trzyrzędówek” oraz zdobnictwo instrumentów są specyficzne i swoiste, ale zasada działania i uszeregowanie klawiszy w trzy rzędy to myśl techniczna niemiecko-austriacka, do Polski jedynie „importowana”. Myli się więc ten, kto z określenia „harmonia polska” wysnuwa wniosek, że harmonie trzyrzędowe „wynaleziono” w Polsce. Warto jednak zaznaczyć, że owszem, instrumenty powstające na gruncie polskim miały specyficzny i swoisty kształt – chodzi tu m.in. o zamocowanie klawiatur melodycznej i basowej w 2/3 głębokości korpusu. Cechę tę potwierdzili badając liczne egzemplarze dawnych, powstałych w polskich wytwórniach harmonii, badacze z lubelskiego zakładu budowy i renowacji harmonii i akordeonów Accrea Accordions – Katarzyna Tucholska i Bartłomiej Stańczyk. Trudno jednoznacznie ocenić, skąd to miano się wywodzi. Być może, podobnie jak w przypadku określenia „harmonia warszawska”, mówiąc „harmonia polska” chciano podkreślić znaczną popularność tego instrumentu na ziemiach polskich oraz jego wielką rolę dla muzyki wiejskiej w pewnym okresie.

W wielu subregionach Małopolski popularna była też tzw. heligonka – instrument o dwóch rzędach klawiszy melodycznych zakończonych guzikami i masywnie brzmiących basach. Ten popularny wśród Górali (choć nie tylko) instrument, wywodzący się od tzw. harmonii wiedeńskiej, cieszył się powodzeniem także w na Słowacji i w Czechach.

Na Kaszubach z kolei spotykana była tzw. bandonia, przypominająca bandoneon.

Po II wojnie światowej produkcja harmonii systematycznie przygasała, choć w latach 50. powstało ich jeszcze sporo. W szóstej dekadzie XX w. pojawiały się już tylko nieliczne egzemplarze. Był to czas, gdy na wieś zaczęły docierać pierwsze instrumenty elektryczne i elektroniczne – gitary oraz przodkowie dzisiejszych keyboardów, zwani niekiedy „organami”. Zespoły wyposażone w te nowinki szybko „rozprawiły się” z tradycyjnymi kapelami wykonującymi dawny repertuar. Podobnie jak ongiś nowoczesne, a od lat 60. coraz mniej popularne, kapele „harmoniowe” wyrugowały kilka dekad wcześniej basistów i skrzypków. W tym też czasie definitywnej zmianie zaczął ulegać także repertuar wiejskich zespołów – dawne melodie oberków i polek stały się niemodne, a na zabawach i weselach zakrólowały przeboje radiowe, na popularności zaczęły zyskiwać też tzw. melodie biesiadne.

Choć dziś na mapie Warszawy – ongiś głównego ośrodka produkcji harmonii – próżno szukać działających zakładów wytwarzających ten instrument, są w Polsce pasjonaci, którzy postawili sobie za cel zdobycie bardzo rozległej wiedzy, która jest tu niezbędna i odtwarzanie dawnych harmonii trzyrzędowych. Jednym z nich jest Tomasz Tulpan, wytwórca i renowator harmonii i akordeonów oraz czynny muzyk. Jego warsztat znajduje się w Grądach, w gminie Chodel, nieopodal Lublina. Oto jeden ze stworzonych przez Tomasza Tulpana instrumentów:

Zdjęcie 8. Tomasz Tulpan – harmonia trzyrzędowa. Fot. ze zbiorów Tomasza Tulpana

W Lublinie działa także zakład Accrea Accordions, w którym Bartłomiej Stańczyk i Katarzyna Tucholska przywracają do życia wiekowe instrumenty, podjęli się także zrekonstruowania dawnej harmonii trzyrzędowej.

Lekturą, którą szczególnie warto polecić osobom zainteresowanym tematem, jest książka Olgi Siejnej-Bernady pt. „Harmonie polskie. Budowa – Produkcja – Funkcja w kulturze do roku 1939” (zob. przyp. 1).

Współcześnie pasjonaci dawnej muzyki wiejskiej wciąż aktywnie używają harmonii. Co ciekawe, znaczna ich część mieszka w dużych ośrodkach miejskich i z nich pochodzi. Niestety na wsi harmonie bezpowrotnie odchodzą w niepamięć.

Zdjęcie 9. Harmonia ACCREA ACCORDIONS z Lublina

Przypisy:
[1]  Olga Siejna-Bernady, „Harmonie polskie. Budowa – Produkcja – Funkcja w kulturze do roku 1939”, Toruń 2012, s. 62.
[2] Tamże, s. 69.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Zamknij