Przejdź do głównej zawartości strony

Janina Chmiel (ur. w 1937 r.) – śpiewaczka. Pochodzi z rodziny o bogatych tradycjach muzycznych, jej ojciec był znanym w okolicy skrzypkiem. Razem z mężem Czesławem Chmielem (1933–2005), który grał na bębnie w słynnej Kapeli Dudków ze Zdziłowic wielokrotnie występowali na przeglądach i festiwalach jako para taneczna.

Jest wszechstronną śpiewaczką o oryginalnej, głębokiej barwie głosu. W jej obszernym repertuarze znajdujemy starodawne pieśni weselne, lirykę, pieśni sieroce, kołysanki, ballady

i pieśni religijne. Uczestniczyła w wielu koncertach i projektach muzycznych, również jako nauczycielka śpiewaczek młodego pokolenia, pochodzących z różnych miejscowości w Polsce. Swoje rodzinne tradycje muzyczne z powodzeniem przekazała wnuczkom – Annie i Agnieszce oraz kilkunastu osobom z całej Polski.

Tekst niniejszy nosi podtytuł „szkic do portretu” ponieważ jest próbą analizy działalności muzycznej i zamknięcia w statycznym opisie żyjącej, wciąż aktywnej twórczo osoby. Ekspresja artystyczna – i to tak szczególna jej forma jak śpiew – jest (na szczęście!) tematem, dla którego trudno znaleźć właściwą, systematyczną formę opisu i prezentacji. Możemy jedynie – w mojej opinii – przyglądać się temu fenomenowi i próbować wskazać jego cechy charakterystyczne, momenty zwrotne, elementy istotne w samoidentyfikacji osoby śpiewającej, korzystając z narracji będącej opowieścią twórczyni o sobie samej. Śpiewaczki i śpiewacy tradycyjni są zazwyczaj wspaniałymi „opowiadaczami”, co nie powinno dziwić, zważywszy na to, że domeną ich twórczej aktywności jest słowo. W wielu wysłuchanych przeze mnie autonarracjach wiejskich śpiewaczek pojawia się element zdziwienia faktem, że tak zwyczajna rzecz, jak śpiew, może być przedmiotem ciekawości rozmówcy czy nawet tematem badawczych analiz. Z drugiej strony – śpiewaczki chętnie odpowiadają na pytania o cechy szczególne ich indywidualnego sposobu wykonania pieśni, zasób repertuaru, jego typowość za wsi lub regionu etc. Często mają dużą świadomość odrębności i unikalności swojego stylu i repertuaru, potrafią go trafnie scharakteryzować i wskazać jego cechy szczególne (bądź ich brak). Bohaterka niniejszego szkicu jest doskonałym przykładem – śpiew ma dla niej duże znaczenie, jest nieodzownym elementem życia, a fakt zaniku wspólnego śpiewania przez ludzi na wsi uważa za smutny.

Wielokrotnie w naszych rozmowach pojawiał się wątek jej śpiewaczego osamotnienia, które – mimo licznych występów na przeglądach muzyki ludowej, festiwalach i udziału w wielu projektach muzycznych, animowanych przez środowiska zajmujące się badaniem i pracą nad przekazem tradycji muzycznych w Polsce – jest przez nią odczuwane na co dzień. Pani Janina jest śpiewaczką o wybitnych walorach głosowych, bardzo utalentowaną. Równocześnie jest bezpośrednią, bardzo przyjazną i otwartą w kontaktach międzyludzkich osobą. Sytuacja, w której uznana, doceniana i lubiana śpiewaczka nie ma w swoim najbliższym sąsiedzkim otoczeniu partnerów do wspólnego śpiewu (ani osób, z którymi mogłaby bez szczególnej okazji po prostu pośpiewać) jest wręcz pokoleniowym doświadczeniem wielu starszych osób w Polsce, które – będąc depozytariuszami pamięci o tradycjach muzycznych i skarbnicą unikalnych umiejętności – mają trudność ze znalezieniem w najbliższym otoczeniu kogoś, kto rozumie ich talent i pasję oraz byłby gotowy do wspólnego ich praktykowania.

Od kilkunastu lat da się dostrzec w tym obszarze wzmożoną działalność wyżej wymienionych środowisk, które podejmują inicjatywy lokalne i ogólnopolskie, mające na celu wypracowanie metod i sposobów międzypokoleniowego przekazu tradycji muzycznych, którego efekty byłyby nie tylko prezentowane na konkursach i festiwalach, ale przede wszystkim służyły ludziom, w najbliższym – wiejskim czy sąsiedzkim kręgu.[1] Wiele z tych projektów dedykowanych jest po pierwsze przywróceniu przekazu, po wtóre – próbom praktykowania tradycji muzycznych w ich pierwotnym środowisku i kontekście, umacnianiu więzi w lokalnych społecznościach oraz kształtowaniu poczucia dumy ze swojego miejscowego muzycznego dziedzictwa, niezależnie od stanu jego zachowania. Poszerzanie kręgu odbiorców i osób zainteresowanych nauką muzyki tradycyjnej, pochodzących również z odległych miejsc i środowisk wydaje się być dzisiaj koniecznością, ze względu na przemiany społeczne i ekonomiczne wsi.

Wiele młodych osób (w domyśle – ewentualnych następców muzykantów i śpiewaczek) wyjeżdża ze wsi nie ze względu na brak zainteresowania jej dziedzictwem, ale z powodów ekonomicznych. Natomiast motywacje pochodzących z miast uczniów wiejskich artystów często budzą kontrowersje i podejrzliwość podmiotów, zajmujących się tzw. folklorem w sposób instytucjonalny, które uzasadniają swoją nieufność stwierdzeniem, iż przekaz tradycji powinien się odbywać się w rodzinie, w kontaktach sąsiedzkich, w najbliższym otoczeniu. Biorąc pod uwagę obecną sytuację na wsi wydaje się, że spełnienie tego założenie jest dziś po prostu niemożliwe.

Wszystko to, o czym piszę powyżej, dotyczy w różnym stopniu osoby bohaterki niniejszego szkicu. Jest ona utytułowaną i wielokrotnie nagradzaną uczestniczką ruchu folklorystycznego (którego rola i dokonania są bezsprzecznie ważne i potrzebne!), co jednak nie zmienia jej poczucia izolacji i nie zmniejsza pragnienia dzielenia się swoją twórczością muzyczną na co dzień.

 

Janinę Chmiel poznałam jesienią 2000 r., podczas jednego z moich pierwszych wyjazdów terenowych w regionie lubelskim. Trafiłam do niej „z rekomendacji” Lidii Tryki – pracownicy Domu Kultury w Janowie (obecnie już emerytowanej), która koordynowała pracę zespołów folklorystycznych na terenie powiatu janowskiego i zajmowała się przygotowaniem wykonawców do udziału w Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą. Jest kompetentnym i oddanym specjalistą w tym temacie i niezwykle życzliwą osobą.

Chciałam wtedy także spotkać się i przeprowadzić wywiad z mężem śpiewaczki – Czesławem Chmielem, grającym na bębnie w słynnej Kapeli Dudków ze Zdziłowic. Od tamtej pory do dzisiaj spotykałyśmy się z różną częstotliwością przy różnych okazjach. Dzięki tej szerokiej perspektywie czasowej miałam możliwość zaobserwowania, jak w okresie kilkunastu lat zmieniał się zarówno jej sposób śpiewu, jak i dobór repertuaru a także refleksje na temat samego śpiewania i roli tej czynności w życiu.

Podczas naszego pierwszego spotkania Pani Janina zaciekawiła mnie nie tylko jako śpiewaczka, ale również jako osoba. Miałam wówczas odczucie, że chciałabym nie tylko udokumentować jej dorobek, ale przede wszystkim wspólnie z nią pośpiewać. Nie podjęłyśmy wtedy takiej próby czy zamiaru, a nasz wspólny występ (wraz z grupą kilku innych młodych adeptek śpiewu tradycyjnego) miał miejsce kilka lat później (w 2007 r., podczas koncertu tradycyjnych pieśni religijnych na festiwalu „Najstarsze Pieśni Europy w Lublinie). Wydaje mi się, że w tamtym momencie dla nas obu taka sytuacja taka była zbyt nowa i trudna do wyobrażenia, skoro nie miałyśmy ze sobą kontaktu na co dzień. W 2006 roku Janina Chmiel została zaproszona do poprowadzenia zajęć warsztatowych na „Taborze Domu Tańca” w Kocudzy. Spotkałyśmy się tam ponownie, Pani Janina wróciła do śpiewania po przeżyciu żałoby po śmierci męża (zmarł w 2005 r.). Od tej pory coraz częściej uczestniczyła w tego typu wydarzeniach już nie tylko jako śpiewaczka koncertowa ale także w roli nauczycielki, w której – jak sama mówi – czuje się bardzo dobrze, lubi kontakt z osobami zainteresowanymi muzyką tradycyjną i widzi w nich partnerów do wspólnego śpiewania. To zainspirowało nas do poszukania okoliczności, w których byłyby możliwe częstsze i bardziej regularne spotkania, co od 2014 roku ma miejsce.

Genealogia muzyczna i początki wielkiej przygody

Janina Chmiel przez wiele lat nie uważała się za twórczynię ludową i nie definiowała siebie jako śpiewaczkę. Śpiew jest dla niej zjawiskiem naturalnym, niejako przyrodzonym człowiekowi i umiejętnością, która być może nie jest zbyt praktyczna, ale bardzo potrzebna do tego, żeby przełamać monotonię życia i troski codzienności. Wychowała się w tzw. muzykanckiej rodzinie, jej ojciec Dominik Drzazga był skrzypkiem i jednym ze współtwórców orkiestry Dętej z Wólki Ratajskiej (założona w 1925 r.), w której grali także jej stryj, bracia oraz przyszły mąż – Czesław Chmiel. Bracia przez całe życie byli zaangażowani w działalność muzyczną, stało się to tradycją rodzinną (bratanek śpiewaczki – Dariusz Drzazga gra na skrzypcach w Filharmonii Lubelskiej). Pani Janina kilka razy wspominała, że ona także chciała się uczyć gry na jakimś instrumencie, ale „skończyło się na śpiewaniu”. Od najmłodszych lat lubiła słuchać muzyki, uczyła się pieśni od mamy, sąsiadek, koleżanek, jednak przez długi czas nie myślała o tym, żeby „zapisać się” do jakiegoś zorganizowanego zespołu śpiewaczego. Po wyjściu za mąż, kiedy jej mąż zaczął grać w Kapeli Dudków ze Zdziłowic, dała się namówić najpierw na wyjazd na ogólnopolski konkurs tańca ludowego w Rzeszowie (w którym uczestniczyła wiele razy) a potem zdecydowała się na zapisanie się do Domu Kultury i wzięcie udziału w Festiwalu w Kazimierzu. Ten moment – co znamienne – uważa za początek swojej drogi „zawodowej” jako śpiewaczki ludowej, mimo że ze śpiewem czuje się mocno związana od najmłodszych lat. Element potwierdzenia jej talentu i umiejętności śpiewaczych podczas publicznych występów stał się dla niej samej momentem zwrotnym w jej śpiewaczej biografii.

 

Pieśni, składające się na repertuar śpiewaczki to kilkadziesiąt udokumentowanych[2] (w postaci nagrań audio i transkrypcji tekstów[3], jest ich o wiele więcej) utworów, które tworzą zbiór pieśni najczęściej przez nią śpiewanych, najbardziej lubianych i dobrze pamiętanych (bez korzystania z zapisów tekstowych). W jej pamięci zachowało się o wiele więcej pieśni, jednak ze względu na to, że nie pamięta całości tekstów bądź melodii niechętnie do nich wraca, tłumacząc, że w najbliższej okolicy nie ma już osób, które mogłyby je pamiętać i podpowiedzieć brakujące elementy. Najchętniej wykonywana przez śpiewaczkę część tego zbioru to pieśni liryczne, miłosne, ballady i kołysanki, które wykonuje ze swadą i radością, to nimi najchętniej dzieli się z uczniami. Każdą pieśń komentuje i stara się umieścić jej treść i przesłanie w kontekście współczesnym – odnosi ją do życia. Najbardziej archaiczna część zbioru pieśni (i najmniej liczna) to pieśni związane z obrzędem weselnym – sama jednak przyznaje, że pieśni te w jej repertuarze znalazły się na skutek jej poszukiwań i osobistego wyboru – uczyła się ich od starszych śpiewaczek ze wsi, kierowana ciekawością i chęcią zachowania tych pieśni w praktyce śpiewaczej. Nie bez znaczenia był również fakt, że tego typu repertuar jest najwyżej punktowany na konkursie w Kazimierzu, w którym wielokrotnie brała udział i zdobywała najwyższe nagrody.[4] Pieśni weselne, które sama wykonywała w młodości na weselach należą do młodszej, współczesnej (powojennej) warstwy folkloru muzycznego, są to przede wszystkim przyśpiewki i pieśni oparte na rytmice tanecznej, których uczyła się od koleżanek i razem z nimi je wykonywała a także od grających na weselach ojca i braci oraz od matki. Najstarsze weselne pieśni są – jak mówi śpiewaczka – jej skarbem, który pieczołowicie pielęgnuje i zdaje sobie sprawę z jego wartości i unikalności. Wielokrotnie w rozmowach wyrażała żal, że nie zdążyła nauczyć się więcej tego typu pieśni od najstarszych śpiewaczek.

Kolejna bardzo ciekawa część zbioru to typowe dla tej części Lubelszczyzny kolędy życzące (dla panny, kawalera, gospodarzy), których śpiewaczka nauczyła się „przy okazji”, to znaczy zapamiętywała je z repertuaru grup kolędniczych i od rówieśników (w latach młodości, kiedy ta forma kolędowania była jeszcze praktykowana). Pieśni z tradycji śpiewów religijnych to także ważna (i lubiana przez nią) część repertuaru. Śpiewaczka zna kilka kolęd i historii apokryficznych, pieśni tzw. dziadowskie (z druków ulotnych), tradycyjne pieśni wielkopostne i inne. Wielokrotnie uczestniczyła w czuwaniach przy zmarłym w swojej wsi i dobrze zna tę tradycję.

W wielu jej wypowiedziach pojawia się refleksja, że niektóre pieśni odchodzą w zapomnienie, ponieważ sytuacje, w których je śpiewano już się na wsi nie zdarzają (np. kolędowanie, tradycyjne oczepiny na weselu itd.). Podkreśla jednak fakt, że tym bardziej trzeba je przekazywać, śpiewać i przypominać o ich pierwotnej funkcji.

Kunszt wykonawczy

„Były pierzaczki, prządło się też len i wtedy się śpiewało różne pieśni. Jak gdzieś szłam, to wszyscy mówili, o, już jest Janina, to będzie śpiew. Po prostu lubiłam i lubię śpiewać. Chodziłam po weselach, ja śpiewałam, a bracia grali. Przyśpiewywało się, były pieśni oczepinowe. Jak człowiek jest w tym rozmiłowany, to mu się chce tego. Miałam piękny głos, teraz troszkę już gorszy, bo jak by nie było, mam swój wiek”.[5]

Podobnie jak w przypadku wielu innych śpiewaczek u Janiny Chmiel możemy zaobserwować swoisty „dwugłos” w narracji na temat śpiewania. Z jednej strony jest to czynność zwyczajna, naturalna, codzienna, z drugiej – jak mówi często nasza bohaterka – należy dołożyć wszelkich starań, aby każde wykonanie pieśni było „takie, jak trzeba” – pełne, to znaczy zrealizowane najlepiej, jak to możliwe. Śpiewaczka ta kultywuje swoją sztukę na najwyższym poziomie wykonawczym. Często zdarza się, że po skończonym śpiewaniu „na gorąco” komentuje niedoskonałości, które „wkradły się” do tego wykonania, a wynikają na przykład ze słabszej kondycji głosowej w danym dniu czy złego samopoczucia (trzeba zaznaczyć, że są to najczęściej drobne, niezauważalne potknięcia).

Jest obdarzona mocnym, dźwięcznym głosem, o głębokiej piersiowej barwie i szerokim polu rezonowania. Jej przyzwyczajenia emisyjne, sposób prowadzenia melodii, zdobienia, upodobanie do określonej wysokości śpiewu etc. zmieniały się na przestrzeni lat. Jest to zjawisko zrozumiałe, świadczy o jej rozwoju twórczym i wokalnym oraz o uwadze, jaką przykłada do śpiewania. Sama mówi o sobie, że jej głos obecnie nie brzmi już tak, jak by chciała i słychać w nim „ciężar wieku”, jednak osobiście mam zupełnie inne wrażenie. W głosie śpiewaczki słychać (oprócz wykonawczej staranności) bogaty bagaż refleksji i doświadczeń życiowych. Gdyby to nie był jedynie schematyczny opis, ośmieliłabym się użyć stwierdzenia, że przebrzmiewa w nim mądrość życiowa, związana nie tylko z podeszłym wiekiem, ale z określonym podejściem do życia oraz głębokim szacunkiem dla ludzi i świata. To dość stary spór filozoficzny, czy piękno równa się dobro, czy też możliwe jest istnienie piękna oderwanego od wartości etycznych; postać i twórczość Janiny Chmiel wydaje się w tym kontekście wpisywać w tradycję sokratejską.

 

Pierwsze kroki w przekazywaniu repertuaru i umiejętności śpiewaczych związane były z konkursem „Duży – mały” podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą. Pani Janina rozpoczęła proces przekazu swojej tradycji śpiewaczej od najbliższego otoczenia – jej pierwszymi uczennicami były dziewczynki mieszkające w tej samej wsi: wnuczka Anna Chmiel[6] oraz jej rówieśniczka Agnieszka Łukasik.[7]

„Jeszcze i wyjadę sobie pośpiewać i z dziewczynami, i z wnuczką, która drugą nagrodę wzięła w Kazimierzu jako solistka. Lubię śpiewać wszystkie pieśni, śpiewać takie, jakie pasują – gdzie ballada to balladę, gdzie sieroca to sierocą. Bo one są wszystkie moje ulubione. Jak krowy się pasło, to ino echo szło po polach. Nieraz się szło do obory czy krowy doić i też się śpiewało. Byłam zamiłowana i w śpiewie, i w krawiectwie. Tyle lat śpiewam, jak przyjadę do Kazimierza, to wszyscy dla mnie znajomi.”[8]

Obecnie wyżej wspomniane uczennice po zakończeniu edukacji szkolnej zajmują sprawami życiowymi, pracą zarobkową itd. Pani Janina czasami wyraża tęsknotę do wspólnego śpiewu z nimi i marzy o tym, żeby kiedyś wróciły do zainteresowań z dzieciństwa.

W międzyczasie – również jako efekt jej udziału w różnego rodzaju warsztatach śpiewu – zaczęły przyjeżdżać do niej osoby z całej Polski, zainteresowane nie tylko udokumentowaniem jej repertuaru, ale przede wszystkim możliwością uczenia się go bezpośrednio od śpiewaczki.

Wspólnota śpiewu

Treść tego akapitu można by sformułować w jednym zdaniu: człowiek potrzebuje do uprawiania twórczości innych ludzi. Nie tylko jako „odbiorców” i nie do twórczości jedynie, ale w ogóle do satysfakcjonującego i pełnego istnienia. W tradycyjnych wspólnotach wiejskich jeszcze w latach 50-60. XX wieku ludzie byli przyzwyczajeni do wspólnego spędzania czasu – na co dzień i od święta. Zanik tradycji muzycznych nie jest według mnie związany z ich „starodawnością” i niechęcią ludzi do ich kultywowania, ale efektem drastycznych zmian obyczajowych, społecznych i ekonomicznych wsi w ostatnich kilkudziesięciu latach. Śpiewanie i wspólne muzykowanie stało się czynnością ściśle domową (o ile w ogóle je kontynuowano), a wręcz wstydliwą, narażającą śpiewaka czy muzykanta na niezrozumienie a czasami nawet śmieszność. Mamy tu do czynienia z dość paradoksalnym zjawiskiem – przyznanie statusu artysty ludowego, co jest swego rodzaju nobilitacją, nie zawsze chroni przed lekceważeniem otoczenia i nie zawsze jest na wsi postrzegane we właściwej perspektywie. Dość często spotykałam się podczas wyjazdów terenowych z sytuacją, że przed rozpoczęciem wspólnego śpiewu czy nagrań śpiewaczki zamykały okna, żeby sąsiedzi nie słyszeli przebiegu spotkania. Wydaje się, że taka postawa otoczenia wynika nie tylko z ich specyficznego podejścia do tematu, ale z ogólnokulturowej tendencji do profesjonalizowania działalności muzycznej, co powoduje, że ludzie nie czują się uprawnieni do uprawiania twórczości muzycznej, uznając, że do tego „trzeba mieć odpowiednie wykształcenie”. Muzyka zaczyna zatem wychodzić z roli czynnika więziotwórczego i scalającego wspólnotę ludzką a staje się domeną profesjonalizacji, przemysłu muzycznego itd. To wszystko ma również daleko idące konsekwencje dla tradycji muzycznych wsi i sposobu ich społecznego wartościowania i definiowania.

Nie zmienia to faktu, że wiele osób – w tym bohaterka niniejszego szkicu – wyraża dojmującą tęsknotę za możliwością wspólnego muzykowania, śpiewania i spędzania czasu w nawiązaniu do dawnych tradycji, dających możliwość przede wszystkim do twórczego spotkania się ludzi.

Zamiast podsumowania

Projekt „Szkoła śpiewu tradycyjnego Janiny Chmiel”, rozpoczęty z okazji otrzymania przez śpiewaczkę stypendium twórczego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest poświęcony nauce śpiewu w bezpośrednim przekazie mistrz – uczeń oraz zachowaniu i kontynuacji repertuaru i stylu śpiewu wsi Wólka Ratajska i okolic. Formalnie realizowany był od lipca do grudnia 2016, nieoficjalnie trwa do dziś (t.j. 2020). Śpiewaczka została nauczycielką grupy młodych osób (przede wszystkim z Lublina), którym przekazuje zarówno umiejętności techniczne w zakresie śpiewu tradycyjnego i swój repertuar, jak i podstawową wiedzę o sytuacjach społecznych i rodzinnych, którym towarzyszą pieśni oraz wiedzę o Tradycji.

Sposób nauki polega na tradycyjnej metodzie uczenia się poprzez uczestnictwo, ze słuchu. Zdobyte przez uczestników spotkań warsztatowych umiejętności są weryfikowane podczas zgromadzeń śpiewaczych i zajęć edukacyjnych z młodzieżą. Projekt miał na celu przybliżenie specyfiki śpiewu tradycyjnego szerokiemu gronu odbiorców a przede wszystkim – osobisty rozwój twórczy śpiewaczki.

Główną motywacją do realizacji tego projektu (który został przygotowany z inicjatywy najstarszych „miejskich” uczniów: Ewy Grochowskiej, Pawła Grochockiego, Olgi Kozieł i Agnieszki Szokaluk-Gorczycy) była obserwacja, że jednorazowe warsztaty nie sprzyjają w należyty sposób procesowi przekazu tradycji muzycznych rodziny i regionu w ich pełnym

spektrum i w małym stopniu przyczyniają się do wykształcenia uczniów, którzy mogliby stać się swoistymi spadkobiercami tych tradycji i przekazywaliby je kolejnym osobom. Do wgłębienia się w repertuar i specyfikę stylu śpiewaczego potrzeba regularnej pracy nad całością repertuaru i konkretnej wiedzy o technikach i kontekstach wykonawczych.

Kolejnym ważnym elementem jest zjawisko wspólnotowości śpiewu. Śpiew to czynność o mocnym aspekcie społecznym, więziotwórczym i kulturotwórczym. Realizacji tego celu służą zgromadzenia śpiewacze z udziałem osób zainteresowanych kulturą tradycyjną i śpiewem w ogóle, co pozwala na pokazanie śpiewu nie tylko w kontekście scenicznym, ale międzyludzkim, tak jak to się działo przez wiele pokoleń wstecz. Janina Chmiel nie pobiera od uczniów żadnych opłat za naukę, w zamian za to uczniowie podejmują wysiłek organizacji i koordynacji spotkań warsztatowych i zgromadzeń śpiewaczych, sporządzenia dokumentacji i publikacji materiałów w internecie. Całość procesu zbudowana jest na najstarszej formie kontaktów międzyludzkich – zasadzie wzajemności.

Ważnym aspektem projektu była systematyczna dokumentacja tradycji śpiewaczych i muzycznych rodziny Chmielów, wsi Wólka Ratajska i gminy Godziszów. W tych okolicach do dziś zachowane są w pamięci ludzi stare pieśni obrzędowe i religijne (w tym unikalne pieśni wielkopostne i pogrzebowe).

Dotychczas w projekcie wzięło udział ok. 25 osób (w sposób czynny – jako stali uczniowie) i łącznie ok. 400 osób (uczestnicy wszystkich działań, spotkań, warsztatów). Jest za wcześnie, aby wyciągać wiążące wnioski co do roli i znaczenia tego typu działania w procesie przyswajania i kontynuowania tradycji muzycznych. Zamiast konkluzji pozwolę sobie wyrazić przypuszczenie (oparte na dotychczasowych obserwacjach i doświadczeniu pracy w tym obszarze), że zjawisko to nigdy nie będzie miało charakteru masowego a raczej będzie sprzyjało tworzeniu się swoistych enklaw kulturowych, skupionych bądź wokół konkretnych osób i ich rodzinnych tradycji lub wokół tradycji i wspólnot lokalnych o małym zasięgu, które będą wymieniać się doświadczeniami i praktykowanymi przez siebie tradycjami muzycznymi.

Taką prognozę uważam jednak za zjawisko pozytywne. Procesy kulturowe oparte na bezpośredniej komunikacji i wspólnym praktykowaniu bliskich i ważnych elementów kultury z definicji nie powinny być masowe.


[1] modelowym przykładem jest program „Akademia Kolberga”, zainicjowany w 2014 roku. Zob: www.akademiakolberga.pl

[2] nagrania śpiewaczki znajdują się w zbiorach Janowskiego Domu Kultury, archiwum Radiowego Centrum Kultury Ludowej PR II, wydawnictwa „In Crudo” (Remigiusz Mazur-Hanaj), archiwum Towarzystwa dla Natury i Człowieka oraz archiwum autorki niniejszego tekstu.

[3] najpełniejszy opublikowany zbiór tekstów pieśni z repertuaru śpiewaczki to śpiewnik „Pieśni na różne okazje”, wydany w październiku 2016 r., z okazji realizacji projektu stypendialnego MKiDN. Wybrane teksty dostępne są również w opracowaniu Jana Adamowskiego p.t.: „Śpiewanejki moje…”, cz. I, Lublin 2003.

[4] lista nagród i wyróżnień, zob. www.muzykaroztocza.pl…

[5] fragment wypowiedzi dla Polskiego Radia, z okazji przyznania Janinie Chmiel nagrody „Muzyka Źródeł” (05.2014)

[6] zob. wwww.muzykaroztocza.pl…

[7] zob. www.muzykaroztocza.pl…

[8] fragment wypowiedzi dla Polskiego Radia, z okazji przyznania Janinie Chmiel nagrody „Muzyka Źródeł” (05.2014)


Tekst powstawał we współpracy z Fundacją „Zakresy” na potrzeby projektu „Obserwatorium Kultury”, finansowanego przez Narodowe Centrum Kultury

Powiązane artykuły

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Zamknij