Przejdź do głównej zawartości strony

Czy wiecie, że jest w Polsce miejsce, którym niegdyś władali biskupi? Mało tego, właśnie dzięki temu rozwinęła się tam kultura i tradycje, które trwają i są kultywowane po dziś dzień. Cóż to za miejsce? Jest położone w południowo-zachodniej Wielkopolsce, w połowie drogi pomiędzy Poznaniem a Wrocławiem. Mowa o Biskupiźnie – czyli obszarze 12 wsi położonych wokół miasteczka o nazwie Krobia. To właśnie tam od XII wieku biskupi poznańscy mieli najpierw zamek, a później pałac, które często i chętnie odwiedzali – ten stan rzeczy utrzymywał się aż do zaborów.


Już na wstępie warto zwrócić uwagę na fakt, że chłopom żyjącym i gospodarującym na ziemiach biskupich żyło się lżej niż ich sąsiadom zza między, którzy poddani byli szlachcie. Dzięki temu Biskupianie – bo tak określa się mieszkańców klucza biskupiego – wykształcili odrębny folklor muzyczny, taneczny i słowny. Na tym jednak nie koniec – chęć odróżnienia się od innych manifestowana była także charakterystycznym ubiorem, który do dziś nosi w sobie elementy związane z samymi biskupami.

Dzięki temu, że biskupianom gospodarowało i żyło się lżej, mogli szybciej niż inni mieszkańcy spoza terenów będących w kluczu biskupim się bogacić. Naturalnie nie można idealizować ich położenia, gdyż nadal praca w polu i w gospodarstwie do lekkich i przyjemnych nie należały. Pracować było trzeba, ale warunki, a przede wszystkim sami „właściciele” ziem, zdawali się wykazywać większą dozą zrozumienia. A gdy już ktoś zgromadził pewien zasób doczesnych dóbr materialnych, najczęściej starał się, by nie został on uszczuplony (na przykład przez ożenek), a sukcesywnie powiększany. Dlatego też Biskupizna była terenem dość hermetycznym, a bywa, że do dziś w niektórych miejscach trwa polemika, czy mieszkańcy danej wsi są, czy nie są Biskupianami. Jest to jednak temat na inne rozważania.


Faktem jest, że Biskupizna na każdym kroku podkreślała swoją odrębność, a i czasem patrzyła z góry na biedniejsze wsie i ich mieszkańców. Będąc pod władaniem biskupów poznańskich, w tradycyjnym ubiorze mieszkańców zaczęto manifestować pochodzenie. W stroju męskim kolor „jaki”, czyli marynarki, bezpośrednio korelował z biskupią purpurą, kołnierzyk nawiązywał do koloratki, a wołoszka, czyli długa sukmana nakładana na jakę, była jakby odwzorowaniem sutanny noszonej przez księży. Widząc tak ubranego Biskupiana, do dziś zachodzą pomyłki, a ludzie mniej obeznani w polskich strojach tradycyjnych na powitanie serwują im „Szczęść Boże”. Nadmienić należy także, że wiara do dziś zajmuje bardzo ważne miejsce w sercu i życiu mieszkańców. Wszystkie uroczystości kościelne celebrowane są w niezwykłej atmosferze, z udziałem ludności ubranej w odświętne tradycyjne stroje. Strój kobiecy jest równie wyjątkowy, a do najbardziej charakterystycznego elementu zaliczyć należy misternie ułożoną kopkę, czyli damskie nakrycie głowy. Na szczęście sposób ich wytwarzania był przekazywany z pokolenia na pokolenie także i dziś znajdziemy osoby takie jak Beata Kabała, mistrzyni układania tych pięknych arcydzieł. Sposobu na to, jak sprawić, by z kilku fragmentów białego tiulu i nici powstała piękna kopka czy czepiec, nauczyła ją babcia, która także zajmowała się tym wyjątkowym rękodziełem. Jeżeli kogoś ciekawi tworzenie kopek, może wziąć udział w warsztatach organizowanych przez Biskupiański Zespół Folklorystyczny z Domachowa i okolic, którego członkinią jest Beata.


Od historii do codzienności 

Tym sposobem z opowieści o historii przeszliśmy do codzienności. Ale jak to – zapytać można. Czy przez te wszystkie lata nic się nie zmieniło, nic nie wydarzyło? Owszem, wydarzyło się wiele, ale Biskupizna wciąż trwa, wciąż jest żywa, pomimo tego, że nieco zmienił się kontekst. Tak samo jak dawniej, i dziś usłyszeć tam można dudy, których niekwestionowanymi wirtuozami są Krzysztof Polowczyk i Adrian Maćkowiak. Dudom w tradycyjnej kapeli wtórują skrzypce, na których wiwaty, równe i przodki z wielkim zapałem wygrywa Gosia Szymankiewicz (albo Krzysztof, jak akurat nie gra na dudach). Jest też Mistrzyni – pani Ania Chuda, która i zaśpiewa, i zatańcuje, i opowie opowiastkę, a jak trzeba, to ułoży wiersz czy okolicznościową mowę. W tym śpiewie dzielnie wspomagają ją Beata Kabała i Maria Polowczyk, które ponadto zajmują się haftowaniem i układaniem kopek oraz tworzeniem innych elementów biskupiańskiej garderoby. Jest także i pan Franek Jesiak – tancerz, jakich próżno szukać, jedyny taki, któremu dudy i biskupiańskie przyśpiewki, których zna niezliczoną ilość, są jak lekarstwo. Wszyscy oni, wespół zresztą wspaniałej ekipy, tworzą Biskupiański Zespół Folklorystyczny z Domachowa i okolic, wcześniej już wspomniany.

I tu może parę zdań o początkach tejże grupy. W 1972 roku razem z Zofią Nowak założył ją urodzony 23 grudnia 1907 w Rotthausen w Westfalii, a zmarły 16 czerwca 1998 w Chumiętkach Jan z Domachowa Bzdęga – folklorysta i etnograf-amator, a także działacz kulturalno-oświatowy i popularyzator biskupiańskiej kultury. Jak przeczytać możemy na stronie zespołu: „Członkami zespołu od początku byli rolnicy rozmiłowani w tradycyjnym folklorze regionu Biskupizny. Pierwszą kierowniczką została ówczesna przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich w Domachowie – Joanna Prętkowska – i właśnie w ramach KGW odbył się pierwszy występ zespołu w Domachowie z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet” [1]. Jan z Domachowa Bzdęga zdawał sobie sprawę z faktu, że w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości należy dołożyć wszelakich starań, by ocalić, a właściwie uchronić od zatracenia unikatowe dziedzictwo Biskupizny. Założony przez niego zespół prężnie funkcjonuje do dziś pod kierownictwem Krzysztofa Polowczyka, którego zastępczynią jest Beata Kabała. Wielką siłą i atutem tejże grupy są nestorzy, wspomniani wcześniej pani Anna Chuda i pan Franciszek Jesiak. Choć teraz czasami już brakuje im sił, to przez lata dzielili i nadal dzielą się swoją wiedzą i umiejętnościami z innymi tancerzami, śpiewakami i muzykami. Swoją postawą zbudowali pomost pomiędzy czasami ich młodości, kiedy to kapela dudziarska była obowiązkowym elementem każdego wesela, a teraźniejszością, gdzie także na wesela jest zapraszana, ale już raczej w ramach ukłonu w stronę tradycji i jako „ciekawostka”. Pani Ania i pan Franek pamiętają ze swych młodych lat wieczorne spotkania na „mostkach” przed domami, które były przyjemnym zwieńczeniem pracowitego dnia i rozrywką po spełnieniu swych codziennych obowiązków. Tak właśnie lokalna społeczność bawiła się przy dźwiękach kapeli dudziarskiej, tańcząc i śpiewając. Młodsze pokolenia z ciekawością przyglądały się starszym, słuchały opowieści, uczyły się przyśpiewek, a i w swoim dziecięcym gronie próbowały pierwszych tanecznych kroków, dopóki nie zostały odesłane do łóżek. Tak przez lata trwał międzypokoleniowy przekaz biskupiańskich tradycji, a z czasem, gdy zaprzestano spotkań na mostkach, pojawiły się nowe inicjatywy, dzięki którym każdy chętny mógł i nadal może zgłębiać biskupiańską kulturę, stając się jej częścią i żywym przykładem trwania Biskupizny. W zespole nie ma stylizacji, nie ma sztuczności, nie ma ściśle przygotowanych scenariuszy. Każdy występ jest inny, choć opiera się na tradycyjnym porządku – określonym układzie następujących po sobie melodii. Więcej o tym zagadnieniu możecie posłuchać w jednej z audycji. Na podkreślenie zasługuje tu także zaangażowanie pozostałych członków Biskupiańskiego Zespołu Folklorystycznego z Domachowa i Okolic, którzy chętnie angażują się w różnego rodzaju przedsięwzięcia mające na celu kultywowanie i ukazanie piękna swoich tradycji. Dzięki staraniom i sukcesywnemu pozyskiwaniu funduszy z różnych źródeł, realizowane są warsztaty, prezentacje, spotkania i wydarzenia angażujące nie tylko lokalnych mieszkańców, ale także uczestników z całej Polski, a także spoza granic kraju. Do najdłużej trwającej „imprezy” (mówiąc organizatorskim żargonem) zaliczyć należy z całą pewnością Tabor Wielkopolski, podczas którego uczestnicy przez tydzień stają się mieszkańcami tego mikroregionu i egzystują obok rdzennych Biskupian. Taborowicze uczą się przyśpiewek, melodii, tańców, rzemiosła i rękodzieła. Poznają lokalną historię, zwyczaje, język, a także zalety (a zdarza się, że i wady) życia na wsi. Niezapomniane śpiewy i tańce do białego rana, opowieści z dawnych lat stają się pięknymi pamiątkami dla przyjezdnych. Własnoręcznie wykonane podczas warsztatów elementy garderoby czy ozdoby przypominają o tym wyjątkowym miejscu. Na tyle skutecznie, że chce się tam wracać i być częścią tego świata.

Domachowo, 2 marca 1973. Biskupiański Zespół Folklorystyczny z Domachowa i Okolic przed swoją pierwszą próbą generalną z udziałem telewizji - budynek Domu Katolickiego. Źródło: biskupizna.pl

Niezmienna czy pełna przeobrażeń?

Ale czy nie należy się obawiać tego, że ci „przyjezdni” zagarną biskupiańską kulturę? Będą chcieli coś zmieniać? Zaczną się panoszyć? Może i dawniejsze pokolenia się tego obawiały, ale szczerze, mam wrażenie, że współcześni Biskupianie zdali sobie już dawno sprawę z tego, że jak będą kisić się – mówiąc wprost – „we własnym sosie”, to nic dobrego z tego nie wyjdzie. Nie stało się to od razu, ta zmiana w głowach potrzebowała czasu, godzin rozmów i skutecznego, a co ważniejsze – rozsądnego i konsekwentnego działania. Działania, które miało jeden nadrzędny cel – ocalić od zapomnienia. Kultywować, przekazywać dalej. Działania, które zaowocowało. Istotnym czynnikiem jest edukacja. Od małego. W domu, w przedszkolu i w szkole. Dziecięce zespoły działające przy placówkach edukacyjnych (od przedszkola począwszy) zaszczepiają w kolejnych pokoleniach świadomość o ich regionalnej tożsamości. Od małego ubrane w tradycyjne stroje dziewczynki sypią kwiatki na Boże Ciało. A gdy te dzieci dorastają, to na swoich „osiemnastkach”, żwawo tańcują wiwaty. Na zabawach ogrywanych przez zespoły rozrywkowe nie może zabraknąć punktu stałego, czyli tak zwanego bloku muzycznego „Od Domachowa”, podczas którego wszyscy się bawią do biskupiańskich kawałków granych na współczesnych instrumentach. Tak właśnie tradycja jest codziennością. Jest stała, a jednocześnie pełna przeobrażeń. Jest żywa.


Dla chcącego zawsze znajdzie się okazja

Sposobów na to by spotkać się z obrzędowością Biskupizny jest jeszcze więcej, mam tu na myśli Biskupiański Rok Obrzędowy. W jego ramach organizowane są różne ogólnodostępne wydarzenia, które ukazują bogactwo lokalnej kultury i zwyczajów. Można wziąć udział w kolędowaniu, podczas którego w głównej mierze dzieci (oczywiście pod opieką dorosłych) przy akompaniamencie kapeli dudziarskiej chodzą od domu do domu, niosąc radosną nowinę o nowonarodzonym Dzieciątku. Po hulankach związanych z karnawałem przychodzi Podkoziołek, czyli ostatnia zabawa przed Wielkim Postem. Kolejnymi wydarzeniami są odpusty, a także procesja Bożego Ciała, w której oprawie uczestniczą dzieci i dorośli w tradycyjnych regionalnych strojach. Warto tu nadmienić, że na tę wyjątkową okazję ubierają strój nawet i ci, którzy na co dzień nie są członkami zespołów regionalnych. W ten sposób i oni manifestują swoją regionalną przynależność. Lato to czas pracy na roli, ale także wspomnianego Taboru Wielkopolskiego, do uczestnictwa w którym serdecznie Was zachęcam. Gdy prace w polu zostają zakończone (Biskupizna do dziś jest obszarem silnie związanym z rolnictwem) przychodzi czas na Winiec czyli inaczej mówiąc dożynki, podczas których także kultywuje się dawne zwyczaje związane z tym świętem. Następnie kolejne wydarzenie, które choć „nowoczesne”, to już na stałe wpisało się w biskupiański cykl doroczny – wrześniowy Festiwal Tradycji i Folkloru w Domachowie, natomiast w listopadzie odbywają się Katarzynki, o których doskonale opowiedziała Pani Ania Chuda w jednej z audycji (sprawdźcie koniecznie).


Warto wspomnieć o czymś jeszcze. Mianowicie o inicjatywach łączących „stare z nowym”. Po pierwsze – muzyka. Dudy są instrumentem, który odbierany jest bardzo… różnie (jako muzyk ludowy dobrze o tym wiem). Albo od razu kapela dudziarska, a dokładniej grana przez nią muzyka komuś „siada”, albo z czasem odbiorca przyzwyczaja się do tych dźwięków. Są też tacy, którzy wręcz nie mogą dud słuchać, na szczęście są w przeważającej mniejszości. Tak czy siak, istnieje zespół, który nazywa się „Cztery Mile Lasu” i jak sami o sobie piszą: „To grupa wykonująca folk metal głęboko inspirowany kulturą tradycyjną wielkopolskiego mikroregionu Biskupizny.”[2] – polecam się zapoznać.

A jak już na dobre zainspiruje Was Biskupizna i postanowicie, że chcecie by towarzyszyła Wam gdziekolwiek jesteście albo będziecie chcieli obdarować kogoś bliskiego współczesną pamiątką z tego niezwykłego miejsca, z pomocą przyjdzie Wam „Ludowo Utkane”[3], których znaleźć możecie na facebooku.

Fot. Ludowo Utkane

Dzięki serdeczne za doczytanie do końca. Sprawdźcie audycje z Biskupizny, zerknijcie w linki, sprawdźcie terminy w kalendarzu i przyjeżdżajcie na Biskupiznę, jedyne takie miejsce w Polsce. Nie zawiedziecie się!
Pozdrawiam, Martyna Żurek


Przypisy:
[1]Źródło: http://biskupizna.pl/asp/pl_start.asp?typ=14&sub=10&menu=36&strona=1 Dostęp na 15.11.2025
[2]https://www.facebook.com/CzteryMileLasu/?locale=pl_PL dostęp na 16.11.2025
[3]https://www.facebook.com/people/Ludowo-Utkane/61579004542743/ dostęp na 16.11.2025


Artykuł został zrealizowany przez Forum Muzyki tradycyjnej w ramach zadania „Wywiad swobodny – rozmowy o kulturze tradycyjnej” w 2025 r.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Zamknij