Przejdź do głównej zawartości strony

Dnia 29 maja, w wieku 79 lat, odszedł Jan Jaworski — skrzypek z Otrocza, jeden z ostatnich skrzypków Roztocza.

Pogrzeb odbędzie się w kościele w Otroczu w sobotę, 31 maja — o godzinie 11.00 różaniec, o 12.00 msza.


Jan Jaworski urodził się  03.05.1946 r. w Zdziłowicach i w tej miejscowości ukończył szkołę podstawową. W 1970 r. ożenił się z Marią z Otrocza, dokąd przeniósł się po ślubie. Był skrzypkiem, prymistą i doskonałym sekundzistą. Grał także na akordeonie. Gry na skrzypcach uczył się od ojca Jana oraz od starszego brata Bronisława. Przejął od nich tradycyjne taneczne melodie – podróżniaki, oberki, polki, walczyki oraz krakowiaki.

Od 1997 r. grał nieprzerwanie w Kapeli Ludowej ze Zdziłowic, z którą to systematycznie uczestniczył w licznych przeglądach. Wraz z kapelą ludową ogrywał wszelkie okoliczne wydarzenia – festyny, lokalne uroczystości, piórnie, zabawy, wesela. Przygrywał też strażakom w czasie corocznego kolędowania. Wielokrotnie uczestniczył w sesjach nagraniowych dla Polskiego Radia.

Z wywiadu w Polskim Radiu: „Zrobiłem kiedyś skrzypce z dechy, struny były druciane z linii elektrycznych, co po Niemcach  zostały. Dobrze to brzmiało. Strun nie było gdzie kupić. Zaczynaliśmy tak grać z bratem Bronisławem…”


W krainie, w której przez długie lata niepodzielnie rządziły orkiestry dęte, zmarł właśnie jeden z ostatnich aktywnych wiejskich skrzypków. Poznałem go na festiwalu „Na Rozstajnych Drogach” w Zdziłowicach, kiedy to podczas jednego ze spotkań warsztatowych jak ryba w wodzie odnajdywał się w zróżnicowanej grupie muzykantów młodszych i starszych, miejscowych i przyjezdnych, raz sypiąc melodie jak z rękawa, a raz podłapując je w mig od innych. Nie byłem nigdy jego uczniem, ale był dla mnie ważną postacią w muzykanckim krajobrazie okolic Zdziłowic.

Z perspektywy orkiestrowej zawsze imponowała mi jego konsekwencja w roli sekundzisty. Oczywiście zdarzało mu się również grać i prym, szczególnie w ostatnich latach, ale z wielu nagrań archiwalnych i opowieści przebija jednak naturalna skłonność do stawania w drugim szeregu, z świadomością niemniejszej przecież wagi swojej funkcji w kapeli. Przez długie lata sekundował Leonowi Krzosowi w Kapeli ze Zdziłowic, zdobywając z nią liczne nagrody na festiwalu w Kazimierzu i innych konkursach, co zdarzało mu się również indywidualnie.  

Był nieprzewidywalny, zarówno w swojej grze, spontanicznych zmianach repertuaru przy graniu na żywo, ale też w niespodziewanych zmianach planów. Ale jak już się pojawiał, to roztaczał wokół siebie aurę starego, muzykanckiego fachu, głodu gry i wyjątkowego dla siebie sposobu bycia. Również na ostatnich wydarzeniach, na które mieliśmy okazję go zapraszać, jego obecność błyskawicznie przenosiła w czasy, w których skrzypkowie spychani już do cienia przez dominujące coraz bardziej na muzykanckim rynku dęte orkiestry, nie wywieszali jeszcze białej flagi. W wywiadzie w radiowej Dwójce wspominał, że zdarzało mu się spisywać z radia „rokendrole”. Z wyglądu zawsze przypominał mi nieco Johnny’ego Casha i jak się okazuje — w tych skojarzeniach nie ma przypadków.  

Filip Majerowski


Więcej o Janie Jaworskim:
– audycja w Polskim Radiu

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Zamknij