Przejdź do głównej zawartości strony

Tradycje śpiewacze wsi Luboszyce łączą się z bogactwem muzycznej kultury śląskiej z całej gminy. Repertuar mieszkańców tej wsi nie został nigdzie udokumentowany, ale nagrania z innych miejscowości tworzących gminę Łubniany, tj. Jełowej czy Biadacza, można znaleźć w archiwach muzycznych różnych instytucji.


Śpiew z Jełowej zarejestrowano w ramach Akcji Zbierania Folkloru Muzycznego w latach 50. XX wieku, a nagrania przechowywane są w Archiwum Fonograficznym Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Kilka pieśni również z Jełowej, zarejestrowanych w latach 60. ubiegłego stulecia, odnaleźć można w archiwum fonograficznym Muzeum Śląska Opolskiego. Nagrania śpiewu z innej wsi, Biadacza, udało się zlokalizować w archiwalnych audycjach autorstwa Stanisława Śmiełowskiego w Radiu Opole. Audycje te powstawały w latach 70. XX w. 

Ponadto istnieją zapisy relacji starostów weselnych zebrane w publikację wydaną przez Instytut Śląski w Opolu w 1978 r. Jest to wybór tekstów dokonany przez Czesława Kurka o tytule: „Tradycja i współczesność opolskich starostów weselnych”. I tu pojawiają się Luboszyce oraz powiązania z rodzinami bohaterek publikacji audio z rozmowami i pieśniami, na które prawdopodobnie czytający ten tekst już trafili: Krystyną Nawrat oraz Felicytą Krawczyk.

Krystyna Nawrat, Łucja Wocław oraz Iwona Wylęgała. Fot. autorki

Zbiór zawiera nie tylko oracje weselne, ale także „goudki”, czyli rozmaite historie opowiedziane m.in. przez ojca pani Krysi – Leona Boka. Opisano go jako robotnika w wieku 60 lat, a jego świadectwo pochodzi z 1969 r. Był on tzw. „wyprousacem”, jak nazywa się w opolskim osoby przeprowadzające obrzęd weselny, poczynając od wywodzin panny młodej z domu rodzinnego aż po zbieranie na kolebkę na samym weselu i jeszcze długo potem. „Wyprousali” najczęściej mężczyźni, ale zajmowało się tym też sporo kobiet, bo liczyły się umiejętności. Osoba taka musiała bardzo dobrze znać obrzęd weselny: jego przebieg i zmieniający się po drodze nastrój poszczególnych jego etapów. Trzeba było znać tradycyjne pieśni dostosowane do sytuacji rodzinnej pary młodych i umieć je zaśpiewać w odpowiedniej kolejności. Dobry „wyprousac” musiał też posiadać talent improwizacyjny, nie tylko przy przyśpiewkach. Szczególnie cenione były osoby, które odznaczały się bardzo dużym wyczuciem i taktem, by podczas wymyślanych na gorąco tekstów wykazać się dowcipem, ale nikogo nie urazić. 

W przywoływanej wyżej publikacji o starostach weselnych z opolskiego wspomniano relację innej osoby, istotną ze względu na poruszany tu temat. Chodzi o kuzyna matki Felicyty Krawczyk, Gustawa Ciernię.

Śpiewnik Skowronka. Fot. Iwona Wylęgała

Przestudiowanie tych obszernych relacji wymaga dużego nakładu czasu, ale na pewno pozwoli na poznanie nie tylko repertuaru starostów w ogóle, ale wyłoni kolejne osoby z gminy Łubniany i pomoże w poznawaniu muzyki tradycyjnej tego terenu. To dopiero wstępny rekonesans w temacie. Całkiem prawdopodobne, że odnajdzie się o wiele więcej źródeł w postaci nagrań i zapisów etnograficznych – materiały audio są tu bezcenne. Pamięć o „wyprousacach” zwanych w literaturze starostami weselnymi, choć to nie do końca odpowiada zakresowi ich działalności, jest do dziś bardzo żywa i udaje mi się udokumentować jeszcze relacje osób, które taką rolę w swoich społecznościach pełniły. Kiedy tradycyjny charakter obrzędu weselnego zaczął zanikać, a ktoś chciał taki mieć, przeprowadzenia wesela, a szczególnie wywodu panny młodej, imały się osoby do tego nieprzygotowane. Do dziś ludzie opowiadają mi podczas nagrań o błędach i gafach takich osób.

Obecnie we wsi Luboszyce śpiewają dwie śpiewaczki: Krystyna Nawrat oraz Łucja Wocław; z grona rozśpiewanych mieszkanek zostały tylko one. Śpiew przez długie lata nie był obecny w przestrzeni wsi. Nie łączył się przecież z działalnością żadnego zespołu folklorystycznego i po prostu zanikł. Ale z drugiej strony śpiew pań nie nosi znamion dostosowywania do potrzeb sceny i to dla badacza dobra wiadomość. Brzmi bardzo naturalnie, można zaobserwować w nim charakterystyczne dla tradycyjnego śląskiego śpiewu ludowego subtelne zdobienia, ślizganie się po dźwiękach i delikatną emisję. 

Dzięki zaangażowaniu Felicyty Krawczyk trwa dokumentacja repertuaru obu pań, a także ich opowieści o dawnym życiu wsi i jej tradycjach. Bo nie ma jak zostać wprowadzonym do czyjegoś domu przez osobę z danej społeczności. Felicyta zna śpiewaczki całe życie, bywały w jej rodzinnym domu, piekły kołacz, darły pierze, gotowały i śpiewały wraz z innymi kobietami, których talenty i repertuar wspominają. Okazało się, że we wsi były również tradycje kolędnicze, chodzono z Dzieciątkiem a pani Lucka została zapamiętana jako przewodniczka tego kolędowania. Przewodziła grupie młodszych i starszych dzieci, często swoim rówieśnikom, i trochę nam już o tym zaczęła opowiadać.

Felicyta Krawczyk ze starym modlitewnikiem. Fot. Iwona Wylęgała

Relacje śpiewaczek są bardzo cenne i mają bardzo duży potencjał do działalności animacyjnej, tym bardziej, że sprzyja temu Łubniański Ośrodek Kultury. Są możliwości do wprowadzenia śpiewu  w przestrzeń wsi i zaproszenia mieszkańców do uczestnictwa w wydarzeniach z nim związanych. Odbyło się już pierwsze spotkanie śpiewacze z jedną z mistrzyń, Krystyną Nawrat, w niedalekiej perspektywie planowane jest drugie, tym razem koniecznie już z udziałem pani Lucki, która jest w świetnej formie głosowej i chętnie śpiewa w dwugłosie, a jej repertuar pozwoli na dłuższe wyśpiewanie – żeby ludzie przypomnieli sobie, jakie to dla nich zbawienne.

Uczymy się pieśni z Dębskiej Kuźni. Dębska Kuźnia, 10.12.2022. Fot. Aneta Pikuła

Wraz z grupką lokalnych mieszkańców oraz gości z Dębskiej Kuźni śpiewaliśmy m.in. dwie apokryficzne pieśni od pani Krysi związane z Marią Panną, która w obydwu przypadkach przyczyniła się do uzdrowienia dzieci. Pojawiły się także pozostałe pieśni, jak to mówią śpiewaczki „te same, ale inne”, bo przecież każda ma swoją wersję tego, co znane wszystkim. Często pieśni składają się z podobnych zwrotek, ale dzięki ustawieniu ich w innej kolejności i dodaniu jakiejś nowej informacji, treść pieśni, historia, którą opowiada, zmienia bieg. I tak w pieśni pani Krystyny „Matko moja, matko, cojś mie wychowała” spodziewamy się pieśni rekruckiej, bo zwykle w takich ta zwrotka występuje, a tu okazuje się, że chodzi o złodzieja. O chlebie „jak dambowy listek” śpiewa się w pieśniach z czasów pańszczyźnianych czy pieśniach pracy a tu odnosi się do komentowania wyżywienia w więzieniu itd. 

Choć nie dosłownie w drodze, to jednak w drodze jesteśmy do poznawania muzyki, której jak mi już 15 lat temu powiedziano w opolskim, nie ma. Uczymy się przez panią Krysię pieśni jej ołmy Katarzyny.

Luboszyce. Fot. Iwona Wylęgała

Tekst został zrealizowany przez Forum Muzyki tradycyjnej w ramach zadania „Wywiad swobodny – rozmowy o kulturze tradycyjnej” w 2025 r.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego” oraz logotypu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Zamknij