Największa wartość tradycji tkwi w tym, że jest ona spojona z codziennym życiem, a jej żywotność zależy od tego, czy ktoś ją do tego życia powoła.
Weronika Grozdew-Kołacińska
Wstęp
Pierwsze kroki na ziemi północnego Podlasia, jakie postawiłem, to peron stacji kolejowej Knyszyn Zamek. Nazwa sugerowała, że odjeżdżający pociąg odsłoni mi romantyczne ruiny dawnego dworu królewskiego Zygmunta Augusta w Knyszynie. Zamiast tego najpierw musiałem pokonać rozległe zabudowania po byłym Państwowym Gospodarstwie Rolnym. Przyjechałem tu wiedziony wizją dotknięcia najbardziej archaicznego męskiego kolędowania wiosennego – pełnego symboliki odwołującej się do przedchrześcijańskiej wizji świata, do cyklu odradzania się życia w rytmie przyrody, od której człowiek był całkowicie zależny. Jednak już na samym początku musiałem zrozumieć, jak często nasze wyobrażenia rozmijają się z rzeczywistością. Że nic nie czeka gotowe do wzięcia, a drogę do zrozumienia wyznaczają uważność, cierpliwość i gotowość na korektę własnych oczekiwań. Pierwszą osobą, która rzeczowo wybudziła mnie z romantycznego snu, była Pani Jagoda Konopko, ówczesna dyrektorka Knyszyńskiego Ośrodka Kultury: „Spóźniliście się” – powiedziała na powitanie.
Od tego czasu minęło kilkanaście lat i dużo spraw rozjaśniło się, zawiązały się wieloletnie przyjaźnie, a wraz z coraz lepszym poznawaniem lokalnych realiów pojawiło się poczucie stopniowego zbliżania do prawdy — istoty śpiewania. Do umiejętności wspólnego słuchania się nawzajem. Do wrażliwości, która pozwala dostrzec oczywistość współbrzmień oraz zależność sposobów śpiewania od przestrzeni. Do pracy z oddechem, aby go nie zabrakło, i do śpiewania „po kole”, bez przerw i pauz pomiędzy wersami tekstu. Do wspólnego zasobu pieśni, które pozwalają kolędować, celebrować jubileusze oraz uczestniczyć w ostatnim pożegnaniu bliskich.
Rok 2025 to realizacja stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pod nazwą: „Pieśni Podlasia”.
Stypendium
Głównym założeniem realizowanego przeze mnie w 2025 roku stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego było upowszechnienie pieśni z północnego Podlasia z podlaskich archiwów oraz ożywienie tradycyjnego śpiewu i repertuaru regionalnego, dokumentacja i popularyzacja niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Udostępnione z pomocą fundacji Muzyka Zakorzeniona archiwa to taśmy pochodzące z Polskiego Radia Białystok, Podlaskiego Instytutu Kultury oraz z badań terenowych pani Doroty Frasunkiewicz.
Pierwsza analiza
Ze względu na największą liczbę zachowanych nagrań – choć często opatrzonych jedynie szczątkową informacją ograniczającą się do roku rejestracji i nazwy miejscowości – w pierwszej kolejności zdecydowałem się przeanalizować zasoby archiwum Podlaskiego Instytutu Kultury. Już po przesłuchaniu pięćdziesięciu taśm dostrzegłem szeroki przekrój kilkudziesięciu lat przemian form, manier wykonawczych, a także zanikania lokalnej gwary.
Z nagrań wyłaniają się całe pokolenia twórców i wykonawców, których nie dane mi było już spotkać. To ludzie dysponujący pamięcią o najcenniejszym dawnym repertuarze i umiejętnościami wykonawczymi. Najstarsze zachowane taśmy pochodzą z 1957 roku z Dobrzyniewa oraz z 1959 roku z Peńskich. Najwięcej nagrań zarejestrowano jednak w latach siedemdziesiątych – są to głównie występy sceniczne przy okazji dożynek i lokalnych przeglądów folklorystycznych w Mońkach, Kalinówce Kościelnej, Dobrzyniewie, Pogorzałkach, oraz wojewódzkich w Bielsku Podlaskim, Siemiatyczach i Kolnie. Ale odnalazły się także materiały z badań terenowych. Jakość nagrań bywa bardzo różna; część z nich jest niepełna lub technicznie niedoskonała.
Mimo tych ograniczeń wyraźnie ukazuje się zjawisko wszechobecności śpiewu. Zespoły najczęściej przyjmowały nazwy swoich miejscowości, co pozwala zlokalizować i umiejscowić pochodzenie wykonywanych pieśni. Ilość i zagęszczenie tych punktów na obszarze, który obrałem do opisu, uświadamiają, z jak bogatym, a jednocześnie niewielkim wycinkiem dziedzictwa mamy dziś realną możliwość obcowania.
Uzupełniając dane i porządkując zestawienia nagrań, po raz kolejny poczułem znajomą tęsknotę i smutek. Powróciły też słowa „Spóźniliście się”. Jednocześnie wydobycie na nowo tych archiwów daje szansę nie tylko na ponowne usłyszenie dawnych pieśni, lecz także przekazanie pamięci ich potomkom. To również realna możliwość przywrócenia pieśni archiwalnych do żywej praktyki współczesnych śpiewaków działających w tym regionie.
Przeprowadziłem kwerendę obejmującą przede wszystkim nagrania pochodzące z północnego Podlasia – z obszaru północnej części przedwojennego województwa podlaskiego. Są to okolice Tykocina, Knyszyna oraz tereny sięgające na północ aż po Augustów. Zakres pokrywa się z obszarem moich indywidualnych wypraw i badań terenowych.
Opracowywanie
Wybrane do publikacji nagrania nie oddają pełnego przekroju pieśni funkcjonujących w tym regionie. W przeważającej mierze są to utwory wskazane przez samych wykonawców jako „oficjalne” — wyjątkowe, reprezentatywne, takie, którymi warto się pochwalić. Repertuar ten był najczęściej przygotowywany z myślą o wydarzeniach o charakterze publicznym i musiał spełniać określone kryteria wykonawcze oraz tematyczne. Niezależnie od tych ograniczeń nagrania stanowią cenną retrospekcję ponad trzydziestu lat funkcjonowania pieśni oraz związanych z nimi umiejętności wykonawczych. Dysponując takim materiałem, zdecydowałem się uporządkować go i podzielić na następujące grupy:
– pieśni obrzędowe (pieśni wielkanocne, kolędy i pastorałki, pieśni żniwne oraz pieśni rodzinne – weselne, związane z różnymi etapami wesela, wśród tych pieśni mogą występować także pieśni sieroce, śpiewane wtedy, gdy panna młoda nie miała rodziców);
– pieśni pogrzebowe (znajdują się tu bardzo ciekawe przykłady kantyczkowych psalmów pogrzebowych oraz pieśni zachowanych w staropolskiej wersji tekstu);
– pieśni obyczajowe (ballady, pieśni historyczne, żołnierskie, społeczne, zalotne, miłosne, sieroce, pieśni nieszczęśliwych mężatek itp.);
– pieśni żartobliwe oraz przyśpiewki (sokoliki, kanareczki, opowieści o formach zabaw o kontekście matrymonialnym, gdzie pod czujnym okiem przedstawicieli starszego pokolenia, siedzących na ławach pod ścianami, młodzież śpiewała i zapraszała się nawzajem do tańca).
Uwagi
Tym, co szczególnie zwróciło moją uwagę jako forma dziś już niemal niespotykana, były sieroce pieśni wykonywane w trakcie wesela. Pojawia się w nich motyw śmierci, wędrówki do Rajskich Wrót oraz poszukiwania tam ojca i matki, by udzielili błogosławieństwa. To obrazy o ogromnej sile symbolicznej — teksty, jakich współcześnie już nie słyszymy.
Na wsi dokonały się ogromne przemiany społeczne. Z jednej strony świadczą o zaradności, pracowitości i praktycznym podejściu do życia — zniknęły skrajna bieda i ubóstwo, które tak wyraźnie wybrzmiewają w dawnych pieśniach. Z drugiej strony przeobrażeniom towarzyszyło nieuniknione osłabienie więzi — zerwanie wielopokoleniowych bliskich relacji rodzinnych, rozluźnienie sąsiedzkich zażyłości oraz zanik wielu form gromadnych działań. Kto dziś śpiewa podczas żniw, skoro gospodarstwa są samowystarczalne i wyposażone w maszyny? Zanikają praktyki obrzędowe związane z kapliczkami i krzyżami, obchodzenie pól, a także męskie kompanie wołoczebne odwiedzające sąsiadów. Obrzędowość, która niegdyś spajała wspólnotę, stopniowo odchodzi w niepamięć.
Oj rano rano słonejko wschodzi
Oj rano rano słonejko wschodzi
Nasza Dorota w żałobie chodzi
Oj nie ma nie ma Kasieńki w domu
Poszła Kasieńka do pana Boga
Prosić mateńki na weselisko
Stała pod drzwiami zalana łzami
Póki otworzo jej Rajskie Wrota
Jak otworzyli to się spuścili
Kasia ujrzała matke poznała
Matkę poznała do nóżek padła
Moja mateńko moja rodzona
Proszę jak Ciebie na weselisko
Na weselisko na sierocoje
Nie mogę wstaci radości daci
Bo nie zamknęli na trzy zameczki
Pierwszy zameczek sosnowe deski
Sosnowe deski zcisnęły boczki
Drugi zameczek ryzy piaseczek
Ryzy piaseczek zasypał oczka
Trzeci zameczek trawa murawa
Trawa murawa pokryła ziemię
Wesel się dziecię ty sama z sobą
Ty sama z sobą i z sąsiadami
- Zespół Kalinki z Kalinówki Królewskiej
Pieśni tak zwane rekruckie w moim przekonaniu wymagają dziś dodatkowego komentarza. Dawniej śpiewano je podczas pożegnań młodych mężczyzn odchodzących na długą i ciężką służbę wojskową – często postrzeganą jako osobistą tragedię. W okresie II Rzeczypospolitej, gdy obowiązek wojskowy stał się nobilitujący, pierwotne znaczenie tych pieśni uległo zatarciu.
Jednak podczas prowadzonych przeze mnie wywiadów wielokrotnie powracał temat powstania styczniowego oraz represji wojennych, które bezpośrednio dotknęły rodziny moich rozmówców. Powszechny pobór do armii carskiej był wówczas postrzegany niemal jak wyrok śmierci. Obowiązek wojskowy mógł trwać nawet dwadzieścia pięć lat. Zwłaszcza w początkowym okresie służby oznaczało to skrajną dyscyplinę oraz wyczerpujące szkolenie wojskowe. Poborowych z ziem polskich kierowano do rosyjskich jednostek, często stacjonujących setki kilometrów od rodzinnych miejscowości. Przez cały okres służby żołnierze nie mieli prawa do urlopu ani zwolnienia, co w praktyce uniemożliwiało im powrót do domu. Jedyną formą kontaktu z rodziną pozostawała korespondencja listowa.
Jednak według wspomnień zebranych w Kalinówce Królewskiej oraz Kropiwnicy zdarzały się przypadki szczęśliwego powrotu z takiej służby. Do tej pory zachowały się barwne opowieści o niebywałej sile fizycznej i wytrzymałości tych bohaterów, o zakładach z podnoszeniem dużych ciężarów, takich jak wozy, oraz obawach, by nie wchodzić im w drogę, gdy byli w złości.
Pograbiajcie te drozeńke zeby nie kurała,
pociesajcie moje mame zeby nie płakała
Oj zagnali, zagonili az za carne more,
moja droga matuleńko juz ja cie nie ujre
Oj zagnali , zagonili (na) zachód słoneńka,
już nie ujry nie obacy polskiego ptaseńka
A on ujrał i obacył polske kukułeńke,
j_ona niesie j_ ona niesie z domu nowinenke
Oj ty siwa zieziuleńko powiedz co słysała,
cy ty moze w tym sadeńku ojceńka kowała
Oj kowała, ja kowała, w sadzie na lescynie,
płace ojciec, płace matka po rodzonym synie
Oj kowała, ja kowała, w sadzie na ganeczku,
płace, rency załamuje po swym kochanecku
Oj ty siwa zieziuleńko powiedz niech nie płaco,
po dwudziestu pięciu latach ze mną sie obaco
- Zespół Przytulanki
Pełniejszy obraz gatunków pieśni obecnych na północnym Podlasiu uzyskujemy dopiero dzięki nagraniom z badań terenowych. To właśnie na tych taśmach odnajdujemy repertuar znacznie bardziej zróżnicowany: obok pieśni tradycyjnych pojawiają się utwory popularne, przeboje z okresu międzywojennego oraz rozmaite szlagiery — radiowe, płytowe, kabaretowe. Przykładem mogą być piosenki takie jak „Gdy byłem małym chłopcem” czy „Madagaskar”, które funkcjonowały w lokalnym obiegu na równi z repertuarem uznawanym za ludowy. Rozpowszechnienie szlagierów nastało wraz z rozwojem radia. Proces zdobywania przez nie popularności i stopniowego wypierania wcześniejszego repertuaru, a następnie ich zanikania, „starzenia”, nabrał swojego znaczenia w lokalnej tradycji. Część tego repertuaru wypełniła luki powstałe na skutek zaniku dawnych form i treści.
Tym, co szczególnie uruchomiło we mnie falę wspomnień z dzieciństwa, były nagrania zawierające opowieści i baśnie. Historie nasycone treściami moralizatorskimi i wychowawczymi — o królach i królewnach, bohaterach powracających z wojen, o Świętej Rodzinie, zbójcach, duchach… Mamy tu możliwość zajrzenia do świata cudownego i niecodziennego, odkrywanego za pomocą czyjegoś opowiadania i dopowiadania naszej wyobraźni. To, co dla mnie jest szczególnie cenne, to że są opowiadane z zachowaniem „śpiewności” lokalnej mowy.
W swojej wędrówce ku zrozumieniu, jak należy śpiewać, spotkałem pana Józefa Niemotko, legendarnego śpiewaka i zelatora. Legendarnego, ponieważ zanim poznałem go osobiście, najpierw słyszałem historie o sile jego głosu. Podobno gdy trafił się słaby organista, pan Józef napominał go, że albo będzie grał jak należy, albo i tak zagłuszy jego grę na organach swoim głosem. Niech będzie to przykład wyjątkowości regionu i ludzi tu żyjących, z całym szacunkiem dla ich dorobku i umiejętności. Pan Józef reprezentuje typ śpiewaka, którego dziś spotyka się już wyłącznie w archiwalnych nagraniach. Jego śpiew cechuje przejmująca siła i wyrazistość. Jak sam opowiada, we współczesnych warunkach coraz trudniej jest śpiewać za takim prowadzącym, który posługuje się bogatą ornamentyką oraz zna oczywistość rytmiczną wynikającą z naturalnej „prostej” mowy, której dziś już się nie używa. W konsekwencji z czasem melodie ulegają uproszczeniu i ujednoliceniu, a zasady dramaturgii śpiewu przestają być współistotne i uzupełniające wobec sensu słów. To, co niegdyś stanowiło organiczną całość, dziś często jest szczątkowe, pozbawione wzajemnego odniesienia.
Aleksander Milewski, lat 71, Łubiany:
Jeden starzec przenosił bez rzeke ludzi, pielgrzym taki. Ale idzie chłopacek mały, kijkiem się podpiera, kociubko. I mówi:
– Weź panie mnie – poda – Ale i weź to kociubke, będzies sie podpierał, abys we środku rzeki czasem nie zachwiał – Pan Bóg mu powiada.
Ale przychodzi na środek rzeki. Zachwiał sie. Poda:
– Dzieciaku, jaki ty ciężki
– A mówiłem ze weź to kociubke zebyś sie podpierał, abyś się czasem na środku rzeki czasem nie zachwial.
A Pan Bóg powiada mu:
– Że ty niesies cały świat na sobie. Bez to rzeke.
A on dopiero przypomniał sobie, ze sprawa z Bogiem.
I powiadali starzy, ze kożdemu to sie zdazy.
Podsumowanie
Realizacja stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyniosła konkretne efekty, czasami wykraczające poza pierwotne założenia projektu. Oprócz zaplanowanych działań – takich jak wykłady, warsztaty, zgromadzenia śpiewacze czy interaktywny koncert – opracowałem unikatowy zbiór tradycyjnych melodii, tekstów pieśni oraz towarzyszącej im wiedzy etnograficzno-historycznej. Materiał powstał na podstawie archiwalnych nagrań z taśm magnetofonowych. Stanowi bardzo cenne źródło dla regionalistów, artystów oraz wszystkich osób zainteresowanych dziedzictwem kulturowym Podlasia. Można go znaleźć na stronie www.archiwumpiesni.pl dzięki współpracy z Joanną Skowrońską i fundacją Muzyka Zakorzeniona.
Kluczowym elementem stypendium były dla mnie badania terenowe, które umożliwiły nawiązanie bezpośrednich osobistych relacji z depozytariuszami tradycji. Złożyły się na nie wyprawy terenowe m.in. do miejscowości: Jaziewo gm. Sztabin, Zabiele gm. Jaświły, Kropiwnica gm. Mońki, Kalinówka Królewska gm. Jasionówka, Jatwieź Mała oraz Morgi gm. Suchowola. To właśnie podczas tych spotkań najpełniej ujawniała się istota przekazu międzypokoleniowego – opartego na relacji mistrz–uczeń, wspólnym czasie i praktyce. To doświadczenie pozwoliło mi lepiej zrozumieć, jak tradycja może funkcjonować i w jaki sposób może być przekazywana dalej.
W trakcie działań stypendialnych wyłoniła się także grupa robocza złożona z osób aktywnie praktykujących śpiew, głęboko zaangażowanych w ideę przywracania do obiegu pieśni odnajdywanych w archiwach. Wyraźnie zarysowała się potrzeba regularnej praktyki wspólnego śpiewania we współpracy z czynnie działającymi śpiewakami z regionu. W toku prac grupy roboczej nawiązaliśmy współpracę ze śpiewakami z Suchowoli działającymi pod kierownictwem pana Roberta Gołębiewskiego. Dzięki ich niezwykłej przychylności zarejestrowałem audio całości Jutrzni Pogrzebowej, nazywanej przez śpiewaków Oficjum Żałobnym. Jest to zjawisko wyjątkowe, lecz na tyle obszerne, że wymaga odrębnego opracowania.
W trakcie realizacji mojego stypendium ściśle współpracowałem z Panią Jadwigą Konopko realizującą projekt stypendialny w ramach programu „Akademia Kolberga”. Zaowocowało to reedycją „Śpiewnika Pogrzebowego z Kalinówki Kościelnej” oraz cyklem spotkań popularyzatorskich realizowanych pod szyldem Knyszyńskiej Szkoły Tradycji.
Aby pieśni zaczęły na nowo funkcjonować w praktyce wykonawczej, w mojej ocenie konieczne jest, aby zgromadzenia i warsztaty, które zrealizowałem w ramach stypendium, były powtarzalne, aby odbywały się cyklicznie i regularnie oraz by były tworzone, organizowane i przeprowadzane przez mieszkańców danego miejsca. Tak stało się w Kalinówce Kościelnej, gdzie Kompania Męska była liderem lokalnego wydarzenia, które zawierało elementy zakorzenione w żywej praktyce śpiewaczej społeczności. Mam tu na myśli zaśpiewanie przez wszystkich obecnych podczas spotkania w kościele egzekwii za zmarłych, które są od wieków śpiewane tylko w tym miejscu w Polsce, dla każdego zmarłego.
Pozwolę sobie zakończyć niniejszy artykuł osobistą refleksją.
Na czym polega przywrócenie pieśni, która odeszła w niepamięć wraz z tymi, którzy ją śpiewali? Czy rozumiem, o czym ona jest, gdy nie widzę pełnego obrazu, który sobą przedstawiała? Tak oto moje osobiste poszukiwania i potrzeba śpiewu zawiodły mnie do tego miejsca, w którym jestem teraz. Wraz z doświadczeniem współpracy z żywymi ludźmi, którzy celebrują więź ze sobą, zarówno radość bycia, jak i ból istnienia… mogę nadawać nowe barwy i tworzyć nowe przestrzenie w tym obrazie.
Podziękowania
Na koniec chciałbym podziękować za pomoc, współpracę i wsparcie:
Marcie Urban-Burdalskiej, Joannie Skowrońskiej i Piotrkowi Baczewskiemu (Fundacja Muzyka Zakorzeniona), Julicie Charytoniuk (Stowarzyszenie Dziedzictwo Podlasia), Jagodzie Konopko (Knyszyńskie Towarzystwo Regionalne im. Zygmunta Augusta), Janowi Szklarzewskiemu, Andrzejowi Skutnikowi, Donatowi Sadowskiemu (Kompania Męska z Kalinówki Kościelnej), Marioli Mitros-Wolskiej (Stowarzyszenie Między Miejscami / Centrum Biblioteczno-Kulturalne w Sztabinie), Katarzynie Rosik (projekt graficzny i skład „Śpiewnika z Kalinówki Kościelnej”) oraz Małgorzacie Krutul-Lenart (bezcenne kontakty przy organizacji badań terenowych).