Fenomen Kocudzy i okolic
Bez dwóch zdań Kocudza to wieś słynna na całą Polskę. W dodatku słynąca z tradycyjnego śpiewu. Ciężko wskazać drugie takie miejsce, a to głównie za sprawą zespołu Jarzębina z Kocudzy i wielkiej kariery przeboju związanego z Euro 2012, chociaż nie tylko – tradycyjne niestylizowane pieśni z tych stron okrążyły już cały kraj i nie tylko, co jest osiągnięciem wyjątkowym. Tak więc Kocudza i jej okolice kojarzą się ze śpiewem i charakterystyczną gwarą. Ale czy to wszystko? W żadnym wypadku. Kocudza i jej okolice, gmina Dzwola oraz wioski rozsypane w Lasach Janowskich, to wspaniały mikroregion, w którym wyjątkowo długo utrzymały się tradycje śpiewacze oraz muzyczne, a także pamięć o nich, tworząc kontekst będący doskonałym gruntem dla żywotności tradycyjnej muzyki.
Kocudza mieści się w Gminie Dzwola, niewielkiej, w dużej części zalesionej, usadowionej pomiędzy dwoma niegdyś żydowskimi miasteczkami – Frampolem oraz Janowem Lubelskim. Te ośrodki oczywiście miały duży wpływ na dzwolską kulturę.
Lubię wracać do słów Andrzeja Bieńkowskiego, który w tamte strony jeździł wielokrotnie, by nagrywać muzykantów i śpiewaków, że jeszcze w latach 90. „zza każdego krzaka wyskakiwał skrzypek”. Rzeczywiście – jeszcze niedawno prawie w każdej wsi Ziemi Janowskiej funkcjonowali muzykanci; można ich spotkać także dziś. W innych częściach Roztocza/Lubelszczyzny bieg historii znacznie szybciej rozprawił się z kulturą tradycyjną, nie licząc tradycyjnych orkiestr dętych i ostatnich śpiewaków.
Dlaczego tak się stało?
Można domniemywać, że swój udział miała pewna odrębność geograficzna i społeczna Ziemi Janowskiej, niezwykłe charaktery i muzykalność jej mieszkańców, bardzo silny przekaz rodzinny, pokoleniowy, obecność badaczy, kontynuatorów, animatorów, a także sprawnie działające, świadome instytucje kultury, czyli niezwykle rzadkie połączenie wielu sprzyjających czynników.
Sprawę można ująć także w niesamowite ramy częściowo prawdziwej opowieści o tatarskim pochodzeniu, powtarzanej do dziś przez mieszkańców. Oto ustęp z kroniki szkolnej z Kocudzy pióra Stefana Małyszka pochodzący z 1945 r.
Wieś Kocudza powinna nazywać się Cudza Wieś, gdyż nazwa jej składa się z pierwszej części „Ko” (co znaczy po tatarsku wieś) i „cudza”. Z tej samej nazwy wynika, że wieś ma w sobie coś tatarskiego. I praktycznie niektóre nawyki ludności, jak pisk pijanych i na weselach (iiii) potwierdzają to mniemanie. Z drugiej strony mowa ludności wskazuje na pochodzenie jej mazurskie. Rozumując ściślej, wypada wywnioskować, że ludność Kocudzy to mieszanina Mazurów z Tatarami o przewadze mazurskiej.
Opowieść zyskała kolejne elementy. Tu wypowiedź skrzypka Mateusza Cieliszaka dla Dziennika Wschodniego:
Kocudza powinna nazywać się Cudza Wieś. „Ko” po tatarsku znaczy wieś. Tatarzy, proszę pana, zaczynały się już od Radzięcina. Mieszkali w Kocudzy. Domy miały wejście i wyjście na przestrzał. Stały wejściem na wschód, a szczytem do drogi. – A co to za kogut na szczycie? – To taka odznaka. Po Tatarach zostało. Tak jak półksiężyc pod spodem? Tatarzy orali pole w kształt półksiężyca i siali grykę, zwaną tatarką – mówi jedna legenda. Druga, że ojcowie bili synów, żeby mieli płaskie nosy. – Dokąd żyli starzy ludzie, domy tatarskie trzymali. Nawet jedli po tatarsku – mówi Mateusz Cieliszak. Czyli jak? – Prosto. Bober, zboże i surowe mięso. Urżnął kawałek wołowiny, wsadził pod siodło, pojechał w drogę, mięso utłukł i jadł. Wszystkie mięso dziabali nożem albo siekierką. Z mąki zrobili ciasto, nakładli mięsa z cebulą i piekli na blasze. Albo zawinęli siekaninę w ciasto w kształt półksiężyca i piekli w piecu. W Kocudzy mieszkali prawosławni, Żydzi, ale od Tatarów każdy uciekał. I tak w końcu wymarli. Po kolei wszyscy.
Żywotność opowieści, którą także zdarzało mi się usłyszeć, wskazuje na pewną potrzebę podkreślenia odrębności przez miejscowych.
Wyjątkowe dla Kocudzy i Dzwoli jest także pochodzenie endemicznego instrumentu – suki kocudzkiej, zwanej powszechnie biłgorajską, odtworzonej przez Zbigniewa Butryna z Janowa Lubelskiego. To tam zachowały się ostatnie wspomnienia o grze na suce.
Znana i wyjątkowa jest gwara, dobrze zachowana, zróżnicowana także pomiędzy pobliskimi wsiami. Gwary gminy Dzwola należą do obszaru małopolskiego podregionu lubelskiego.
I chociaż dużo piszę o wyjątkowości, śpiew i muzyka instrumentalna posiadają cechy wspólne z muzyką Lubelszczyzny/Roztocza, tj. instrumentarium, ogólne przemiany historyczne w muzyce i śpiewie, charakterystyczne trójmiarowe melodie drogowe (podróżniaki), a także lekkie, acz szybkie oberki oraz polki. W śpiewach obrzędowych występują melizmatyczne melodie o skalach wąskozakresowych, nietaneczne. Pieśni młodsze często pokrywają się wariantami melodycznymi oraz tekstami z nagraniami z innych części Roztocza. Wyraźne są także wpływy ukraińskie.
W niniejszej notatce przytaczam lokalny przekrój śpiewaczo-muzyczny. Nie jest pełny, ale to zbiór najważniejszych z dzisiejszej perspektywy kolektywów i postaci tworzących tamtejszą muzyczną legendę.
ŚPIEW
To śpiewaczki i śpiewacy rozsławili Kocudzę i jej okolice. Wiele osób słyszało o zespole Jarzębina, który zrobił zdecydowanie największą karierę, ale śpiewających kolektywów jest więcej. Wciąż można trafić na wspaniałych śpiewaków przypadkiem, na przykład odwiedzając w maju kapliczkę w Lasach Janowskich, tak jak przydarzyło się to mnie.
Zespół „Jarzębina” z Kocudzy działa od roku 1990. Jego liderką i spiritus movens jest Irena Krawiec. To kolektyw wielopokoleniowy, a jego członkinie pochodzą nie tylko z Kocudzy. Zespół koncertował na całym świecie i w całym kraju, uczył śpiewu, odtwarzał dawne obrzędy, nagrywał płyty, występował w widowiskach i przeróżnych artystycznych projektach – dorobek jest tak pokaźny, że odsyłam do osobnego biogramu. Polecam zapoznać się z nim i z dostępnymi nagraniami, żeby usłyszeć, co takiego tkwi w kocudzkim śpiewie. To pani Janina Dyjach, członkini „Jarzębiny” opowiedziała mi o bożonarodzeniowych zwyczajach i kolędowaniu.
Kocudzanki to zespół śpiewaczy, który w 1990 roku wyodrębnił się z „Jarzębiny”. Kierowniczką zespołu jest Alina Myszak. Repertuar Kocudzanek jest bogaty – to między innymi kolędy, obrzędowe pieśni weselne i pogrzebowe, ballady, pieśni wielkopostne, sieroce, kołysanki, pieśni miłosne, refleksyjne. Zespół zdobył uznanie oraz wiele nagród. Panie do dziś aktywnie występują oraz spotykają się, by wspólnie śpiewać.
Męski zespół śpiewaczy Branwiacy powstał w roku 2013. Panowie zajmują się śpiewem pogrzebowym, wykonują także pieśni obrzędowe, żołnierskie i nabożne.
Na terenie gminy działają także inne zespoły śpiewacze, takie jak Borowiacy czy Marianki.
INSTRUMENTALIŚCI I KAPELE
Gmina Dzwola była bogata w muzykantów – skrzypków, bębnistów, kapele. To jedno z ostatnich miejsc na Lubelszczyźnie, jak nie ostatnie, gdzie można jeszcze ich spotkać, porozmawiać i doświadczyć siły przekazu bezpośredniego. Nie wymienię wszystkich odnotowanych, gdyż było ich naprawdę wielu, ale z kolei niewiele o nich wiadomo; to zbyt zamierzchłe czasy na nagrania i fotografie, a wspomnienia z czasem wyblakły. Jednak zachowało się wiele nazwisk, doniesień, anegdot o wspaniałych czasach kapel skrzypcowych. W tym miejscu polecę książkę Taka muzyka Krzysztofa Butryna, pełną takich historii zapisanych z opowieści muzykantów.
Skrzypek i tubista Stanisław Głaz z Dzwoli to jeden z najważniejszych depozytariuszy tradycji tamtych stron, oczywiście ze względu na muzyczne talenta, ale także niezwykły gawędziarski talent i otwartość. Urodził się w roku 1933. Pochodzi z muzykanckiej rodziny. Pradziadek – Jan Głaz nauczył się grać na klarnecie w armii carskiej. Ojciec Stanisława był skrzypkiem, i to od niego Stanisław na początku uczył się grać. Matka Marianna była świetną śpiewaczką. Karierę muzykancką zaczynał jako kolędnik, później grywał do tańca sekund, a następnie prym z różnymi kapelami.
Nie sposób nie wspomnieć także o muzykanckiej rodzinie Rawskich. Niezwykły bębnista Bronisław Rawski urodził się w roku 1936 w Kocudzy, gdzie mieszka do dziś. Pochodzi z rodziny z muzykanckimi tradycjami: ojciec Stanisław tworzył z braćmi Kapelę Maciejoków. Gra na bębnie obręczowym, harmonijce ustnej i na skrzypcach. Od 2008 roku wraz ze Stanisławem Głazem tworzyli Kapelę Stacha. Bronisław Rawski jest też mistrzem tańca, między innymi trochę zapomnianej już polki trzęsionki. Do dziś aktywnym muzykantem pozostaje także Stanisław Rawski, kuzyn Bronisława, grający na harmonijce ustnej i bębenku sitkowym.
Jan Sirko z Kocudzy Górnej (1898–1990) był lutnikiem, wyrabiał skrzypce i bębenki. Grywał w na skrzypcach kapeli z panem Małkiem, drugim skrzypkiem. Uczył gry Michała Górę, który przekazał muzykancki fach Stanisławowi Głazowi.
Najlepszą i najsłynniejszą była Kapela Gilasa zwana także jako Kapela z Kocudzy. Funkcjonowała w pierwszej połowie XX wieku. W starszym składzie kapeli grał Marcin Gilas (1903–1988) na pierwszych skrzypcach, na drugich skrzypcach lub bębenku Adam Korczak (ur. 1887), tak samo jego syn Jan Gilas (ur. 1927) lub Mateusz Cieliszak (1922-2011). Kapelę tworzyli świetni muzykanci z niezwykłymi osobowościami – Jadwiga i Marian Sobiescy określili Adama Korczaka jako najlepszego bębnistę, jakiego spotkali podczas swoich ogólnopolskich badań.
Kolejnym kocudzkim muzykantem był skrzypek Mateusz Cieliszak (1922–2011). Muzykancki fach przejął od ojca, kapelmistrza orkiestry dętej i skrzypka. Do lat 70. grał w kapeli na harmonii, a od lat 90. grywał z zespołem śpiewaczym Kocudzanki oraz w Kapeli Mateusza z Kocudzy z Bronisławem Rawskim.
Dużo wiemy także o barwnej Kapeli z Krzemienia tworzonej przez Józefa Górę (1929–1997), skrzypka, oraz Wojciecha Gzika (1918–2022), bębnisty i śpiewaka. Zachowało się wiele nagrań i wspomnień.
ORKIESTRY DĘTE
Jak myśmy przyszli do tej orkiestry to był taki boom, co sobota, co niedziela było granie. W Branwi czy w Branewce była zabawa. Raz tu, raz tu. A myśmy obgrywali. W Dzwoli też były zabawy, ale trochę mniej. Zabawy były w remizie, na placu, przed domem nauczyciela. Po odpuście szliśmy na plac szkolny i graliśmy do nieszpór. Nieszpory się kończą i z powrotem ludzie idą na plac i bawią się. A teraz nie ma nieszpór w odpust. I zabaw nie ma. Grania nie ma(…) Teraz instrumenty dają, a muzykantów nie ma.
– Henryk Świś, kapelmistrz Orkiestry Dętej z Dzwoli
Tak jak na całym Roztoczu, pojawiły się mniej więcej po pierwszej wojnie światowej, wraz z powracającymi z wojska muzykami i coraz większą dostępnością instrumentów dętych, przejmując rolę kapel skzypcowych na weselach i zabawach. Często w ich szeregi wstępowali muzykanci – znanym przykładem jest skrzypek Stanisław Głaz, który grał na tubie w Orkiestrze Dętej z Dzwoli, chociaż ta część jego muzykanckiej kariery jest o wiele mniej znana.
Orkiestra Dęta z Dzwoli
Orkiestra Dęta z Dzwoli powstała w latach 1927–1928. Pierwszym kapelmistrzem był Stanisław Świś, a założenie zespołu wspierał miejscowy proboszcz Piotr Panecki, oferując muzykantom weksle na poczet zakupu instrumentów. Te zdobywano wówczas z pozostałości po orkiestrach wojskowych, często w niezadowalającym stanie technicznym. Muzykanci początkowo brali lekcje w oddalonej o 7 km Branwi u pana Kuryły. Po wojnie, podczas której działalność zespołu była zawieszona, wzrosła ilość zaproszeń na zabawy oraz wesela, orkiestra regularnie grywała je w Branwi, Branwece, Kocudzy, Aleksandrowie oraz Dzwoli. Od roku 1978 orkiestra otrzymała mundury od Ochotniczej Straży Pożarnej i stała się orkiestrą strażacką. Funkcje kapelmistrzów w tych latach pełnili Jan Świś, Julian Małek, Aleksander Flis. Orkiestra funkcjonuje do dziś pod wodzą Henryka Świsia.
Orkiestra Dęta z Kocudzy
W czasach przedwojennych istniała również Orkiestra Dęta w Kocudzy, powstała w roku 1932 pod wodzą kapelmistrza Szczepana Oleszka. Niestety jej muzykanci dawno już odeszli i nie udało mi się zdobyć o niej więcej informacji.
Orkiestra Dęta ze Szklarni
Orkiestra Dęta ze Szklarni istniała do lat 30. XX wieku. Jej kapelmistrzem był Rosnowski, który pochodził z okolic Poznania, to on nabył większość instrumentów i wyuczył muzykantów, którzy pochodzili nie tylko ze Szklarni, ale i pobliskich Flisów. Orkiestra przestała istnieć w wyniku zamiany ordynacji, po której większość mieszkańców przeniosła się w okolice Zakrzewa.
Na koniec
Realizując wyprawy terenowe do Gminy Dzwola w ramach projektu „Wywiad swobodny”, znałam już lokalne tradycje i wielu jej depozytariuszy. Jednak każda wizyta to nieprzebrane bogactwo opowieści i melodii. Pozostaje ze mną refleksja, aby wracać raz po raz i czerpać z kocudzkiego skarbca, by jak najwięcej zapamiętać i przekazać dalej.
Bibliografia:
1. Taka muzyka. Wspomnienia o muzykantach i muzyce wiejskiej z okolic Janowa Lubelskiego. Krzysztof Butryn, Janów Lubelski, 2014.
2. Z Kolbergiem po Ziemi Janowskiej, Janowski Ośrodek Kultury, Janów Lubelski, 1995.
3. Portal Nagroda im. Oskara Kolberga
4. Portal MuzykaRoztocza.pl
5. Gmina Dzwola. Historia i tradycje. Dziedzictwo historyczno-kulturowe gminy, Zenon Baranowski, Lublin 2015
6. Dziedzictwo kulturowe Lubelszczyzny, Stowarzyszenie Twórców Ludowych, Lublin 2001
7. Strona dzwola.eu
Tekst został zrealizowany przez Forum Muzyki tradycyjnej w ramach zadania „Wywiad swobodny – rozmowy o kulturze tradycyjnej” w 2025 r.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.