Kiedy myślimy o muzyce kurpiowskiej, najczęściej słyszymy w głowie ten charakterystyczny głos – archaiczny, przeciągły, ze skomplikowaną melodią i melizmatycznymi ozdobnikami. Zaraz potem pojawia się coś zupełnie innego: żywiołowość, przytup i pokrzykiwanie. Dwa różne światy, a jednak oba nasze. Pieśni leśne i trampane – prawdopodobnie najbardziej kurpiowskie z kurpiowskich.
A na boru sosna
„Ilekroć razy w ciągu kilkunastoletniej pracy zbieraczej byłem w kościele puszczańskim i słuchałem śpiewu ludu, doznawałem dziwnie błogiego i rzewnego uczucia. Zdawało mi się, że słucham nie śpiewu, ale łkania ludu jakimś nieszczęściem przytłoczonego. Śpiew Kurpiów, tak w pieśniach religijnych jak i świeckich, jest zawsze zgodny, czysty i harmonijny. Posiada tę przedziwną barwę, że rozrzewnia, do duszy wlewa smętek, kołysze. (…) Słyszy się w tym śpiewie coś ze szmeru leśnego, jakby echo leśne (…).”
Tak pisał ks. Władysław Skierkowski w III tomie swojego dzieła „Puszcza Kurpiowska w pieśni”. Pieśni leśne to chyba najbardziej rozpoznawalny twór sztuki wokalnej Kurpiów. Te pieśni śpiewały głównie kobiety – w boru, przy zbieraniu jagód i grzybów, przy pasieniu krów, przy pracy. Czasem same dla siebie, czasem jako forma komunikacji z innymi ludźmi w lesie, czasem – po prostu – żeby nie było tak cicho i żmudnie przy robocie. Na Kurpiach śpiewa się generalnie bez akompaniamentu instrumentów, pieśni leśne szczególnie. Melodia nie trzyma się systemu dur-moll, ale bazuje często na skalach modalnych lub nawet na bardzo dawnej pentatonice (skala zawierająca pięć dźwięków w oktawie). Dzięki temu kurpiowskie pieśni leśne brzmią surowo, archaicznie. W śpiewie słychać ozdobniki: apokopy (wyciszenie lub całkowite niedośpiewanie jednej lub kilku głosek na końcu wyrazu), melizmaty (więcej niż jeden dźwięk, wykonywany na jednej sylabie tekstu) czy tzw. szeptany przedtakt. Śpiew leśny nie jest koniecznie głośny, ale mocny, otwarty i pełny, niosący się daleko. Im dłużej wsłuchujemy się w poszczególne pieśni leśne, tym bardziej słychać, jak bardzo jest to forma osobista. Melodia płynie tak, jak chce śpiewająca, zatrzymuje się, przyspiesza. Dla kogoś przyzwyczajonego do równego taktu może się wydawać dziwna, „rozlana”. Same śpiewaczki najczęściej opisują te pieśni jako „przeciągłe”. Ale w tym właśnie tkwi ich urok. Często wykonanie danej pieśni jest różne, bo zależy od dnia, nastroju, pogody, oddechu, wieku śpiewaczki.
Tematyka także jest zróżnicowana: miłość, zmęczenie, przemijanie, rozłąka, zdarzają się motywy przyrodnicze. Najczęściej są to pieśni o samotności – w małżeństwie, pracy, miłości.
Trampnon konik, trampnon
A potem przychodzi druga twarz Kurpiów – pieśni trampane, czyli skoczne. Trampane to pieśni śpiewane często podczas muzyki (potańcówki) czy wesela, kiedy muzykanci mieli przerwę w graniu. Dziewczęta i kobiety, niezależnie od wieku i stanu cywilnego, łapały się za ręce, w kole lub półkolu, śpiewały i przytupywały w rytm muzyki, czyli właśnie trampały, czasem podskakując, przykucając i podkrzykując.
Muzycznie pieśni trampane są dość proste i powtarzalne. Krótkie melodie, często zbudowane z dwóch lub trzech fraz, które powtarza się wiele razy. W przeciwieństwie do pieśni leśnych – tutaj rytm jest równy, często trójmiarowy. To śpiew wspólnotowy, a teksty są pełne humoru – o zalotach, o pracy, o sąsiadach, czasem o przywarach ludzkich. To ludowa codzienność w pigułce: ironia, dowcip i dystans.
Moj Boze, moj Boze, cyja ja tez tera
Kiedy porównuje się pieśni leśne i trampane, trudno nie zauważyć, że to jak dwa bieguny emocji. Jedne są „rozlane” i samotne. Drugie – rytmiczne, wspólnotowe, głośne. Ale razem tworzą pełny obraz człowieka. Z jednej strony – przyroda, cisza, trudne warunki życia, które uczyły pokory. Z drugiej – wspólnota, praca i zabawa. Może właśnie dlatego te dwa rodzaje pieśni tak dobrze do siebie
pasują. Bo pokazują, że jedno bez drugiego nie istnieje. Pieśni leśne były sposobem na samotność, trampane – na wspólnotę.
Dwoistość i jedność w śpiewie
Śpiew tradycyjny, szczególnie śpiew w grupie, spełniał i dalej spełnia wiele ważnych funkcji – buduje więzi, działa terapeutycznie, łączy pokolenia, wzmacnia tożsamość, utrwala i przekazuje tradycje. Współcześnie nie istnieje już dawny kontekst sytuacji śpiewaczych, coraz mniej wśród nas śpiewaczek posługujących się dawnym stylem wykonawczym, przyswojonym w naturalnym przekazie. Nie chodzimy ze śpiewem po lesie ani nie śpiewamy przy młócce, ale możemy poszukiwać podobnego sensu wspólnego, (ale też samotnego) śpiewania. Może pomagać nam znaleźć równowagę – raz uspokajać, raz dodawać siły. Raz prowadzić do siebie, raz do innych.
Dawne codzienne sytuacje śpiewacze zastąpiły spotkania, warsztaty, festiwale muzyki tradycyjnej. Łatwiej można spotkać je w miastach niż na wsi. W Warszawie działa Kurpiowska Wspólnota Pieśni – grupa założona przez Olgę Stopińską – która gromadzi
Kurpianki mieszkające w stolicy. Spotykają się, żeby śpiewać, ale też po prostu być razem – rozmawiać o rodzinnych domach, zwyczajach, o tym, jak dziś pielęgnować kulturę tradycyjną z dala od miejsca pochodzenia. To śpiewanie nie tylko dla zachowania melodii, ale też dla podtrzymania więzi – z miejscem, z przodkami, ze sobą nawzajem. Na terenach wiejskich również odbywają się wydarzenia, które przywołują dawny rytm życia – jak cykliczne spotkania „Zagajnica w pieśni” w Myszyńcu organizowany przez Fundację Akademia Źródeł czy letnie tabory muzyki tradycyjnej. Współczesne spotkania, choć inne w formie, niosą ten
sam sens – potrzebę wspólnoty, bliskości i żywego kontaktu z tradycją.
Wciąż żyją śpiewaczki i śpiewacy – depozytariusze dawnego repertuaru, z którymi można się spotykać, rozmawiać i śpiewać. W niejednym domu, szczególnie na Kurpiach, są jeszcze starsze kobiety, które pamiętają czasy spontanicznego, codziennego śpiewania – te chwile, do których my, młodzi adepci kultury wiejskiej, tęsknimy, choć nie będzie nam dane ich przeżyć. Pytajmy, rozmawiajmy, szukajmy. Łapmy okruchy odchodzącego świata.
Jako Kurpianka, śpiewaczka, fascynatka kultury wiejskiej z różnych części Polski i świata, bardzo lubię pewien cytat. Pochodzi on z książki „Instrumenty muzyczne na Kurpiach i Mazurach” autorstwa Adama Chętnika. Z nim chciałabym Cię, drogi Czytelniku, zostawić na końcu tego artykułu.
„Miejmy nadzieję, że gdy kraj nasz dojdzie po przebytych nieszczęściach do równowagi gospodarczej, zamożności, oświaty powszechnej, to życie na wsi, kulturalne i towarzyskie, zacznie się dźwigać, lud zapragnie godziwej rozrywki, muzyki i tańca, a wtedy, przy pewnej pomocy, zachętach i wskazówkach, zwróci się w stronę zapomnianych częściowo instrumentów, melodii i tego wszystkiego, co ojcowie i dziadowie mieli i pielęgnowali w duszach jako rzeczy swoje, najlepsze i najmilsze, do naszego życia, warunków i charakteru przystosowane.”
Joanna Turek – ur. 1994, Kurpianka z Wolkowych, śpiewaczka tradycyjna w grupach Śpiewu Przyczyna oraz Ćerepetky. Prezeska Fundacji Kurpiowski Nurt Tradycji, działającej na rzecz kultury i turystyki regionu. Pomysłodawczyni i realizatorka projektów poświęconych dziedzictwu wsi – festiwalu Kurpiowski Tabor oraz płyty pt. „Pastorałki z Kurpiowskiej Puszczy Zielonej”.
Artykuł został zrealizowany przez Forum Muzyki tradycyjnej w ramach zadania „Wywiad swobodny – rozmowy o kulturze tradycyjnej” w 2025 r.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego