Przejdź do głównej zawartości strony

Śpiewał każdy. (…) Przy każdej okazji. Górol śpiewoł zawsze, (…) przy różnych robotach, przy różnych pracach w doma, czy w polu — to się śpiewało. Przy paseniu… Najwięcej tej śpiewki to było właśnie przy tym paseniu. (…) Pasterki przy krowach śpiewały (….), juhas seł i śpiewoł nad tymi owcami.

[za: Bolesław Karpiel-Bułecka o śpiewie góralskim; za: „Muzyka Źródeł”, Ród Karpieli, CD 32 I /04]

Orka za koniem, 1937. Fot. Franciszek Rozłupski. Źródło: NAC

Trudno o bardziej jednoznaczną wypowiedź. Dobrze wpisuje się ona w obraz wyłaniający się z licznych opracowań poświęconych kulturze góralskiej, w której muzyka zajmuje ważne miejsce. Ale czy wspomnienie Bolesława Karpiela-Bułecki można odnieść do innych regionów Polski? Czy moje przekonanie o tym, że śpiew — a czasem też muzyka instrumentalna — musiały pojawiać się także przy codziennej pracy, znajdzie potwierdzenie w źródłach?

Wypas bydła, 1933. Źródło: NAC

Na dobre żniwa zaczynała babcia. Cięła sierpem zboże (…). Z pierwszej jego garści dziadek skręcał powrósło. Następnie (…) brał kosę i szybkimi, zamaszystymi ruchami żął, idąc coraz dalej w głąb łanu. (…) Nie śpiewali żadnych piosenek, oszczędzając siły na pracę.
[M. Kępiński, Żniwa — święty czas pracy. Malarstwo i pamięć dzieciństwa, „Zeszyty Wiejskie”, Z. XXII, 2016, s. 145, 147].

To jedno zdanie wystarczy, by nieco zachwiać przekonaniem o rozśpiewanej wsi… Zatem może decydujący był region lub rodzaj zajęcia? Albo inne czynniki, jak organizacja gospodarstwa, lokalna tradycja? W pełni świadoma ogromu zagadnienia, choć częściowych odpowiedzi na moje liczne pytania szukałam w wybranych publikacjach etnograficznych – wspomnieniach, wywiadach, opracowaniach – od XIX po XXI w. Już po pobieżnym przeglądzie literatury zauważyłam, że:

  1. informacje o wykonywaniu muzyki podczas pracy są często pojedyncze i rozproszone; nawet monumentalne dzieło Oskara Kolberga przynosi ich relatywnie mało w stosunku do ilości poruszanych tematów, często dotyczących przecież pracy;
  2. praktyki muzyczne towarzyszące codziennym pracom dosyć późno weszły w obszar zainteresowań badaczy. Jeszcze u Jana Stanisława Bystronia, którego można uznać za pioniera badań nad pieśnią stanową i zawodową, znajdujemy przede wszystkim pieśni o pracy, bez informacji, czy mogły się one pojawić podczas wykonywania zajęć praktycznych. Brak tego typu adnotacji także przy cytowanych tekstach pieśni powszechnych;
  3. najwięcej danych przynoszą wydawnictwa nowsze, już powojenne, pisane niekiedy w oparciu o materiały przedwojenne, ale przede wszystkim o badania podjęte po II wojnie światowej (z ogólnopolską AZFM na czele). Zaowocowały one dość obszernymi zbiorami pieśni oraz wywiadów, stopniowo pojawiającymi się w publikacjach, m.in. IS PAN, w tym w serii Polska Pieśń i Muzyka Ludowa.
Przy sianie, ok. 1949. Źródło: NAC

Stąd wypływają dalsze wnioski i zarazem wątpliwości. Czy brak zapisów z XIX i początków XX w. musi oznaczać, że pracowano w ciszy? Zdecydowanie nie! Może natomiast sugerować, że dla Kolberga i innych ówczesnych zbieraczy obecność muzyki w pewnych okolicznościach była czymś tak oczywistym, że niewiele o niej wspominano, odnotowując ją głównie wtedy, gdy pełniła ważną funkcję obrzędową lub społeczną, była integralną, a nie fakultatywną częścią sytuacji. Niekiedy pisano o niej również wtedy, gdy jej pojawienie się było nietypowe, zaskakujące.

Dysponuję zatem materiałem pozyskanym wyrywkowo, z różnych regionów, w różnym czasie, różnymi sposobami i przy różnych priorytetach badawczych. Fragmentaryczność danych może więc wynikać z różnych przyczyn, od braku praktyki muzycznej w terenie, przez przyjęte metody, zasady zbierania oraz edycji, aż po brak zainteresowania zbieraczy. Z uwagi na nieporównywalność wyników, niemożliwe jest wnioskowanie całościowe. Siłą rzeczy moje ustalenia są także niepełne, niejednokrotnie bliskie przypuszczeniom. Mimo tych ograniczeń warto prześledzić część zachowanych przekazów, podążając za rytmem dnia oraz rodzajem i miejscem wykonywanej pracy, a potem zastanowić się, co z nich wynika.


Muzyka wpisana w rytm dnia

Marciniakowa śpiewała podczas pracy. Praca wymagała śpiewu.

[za: J. Szymańska, Rozstań się kalino z jaworem. Opowieść o Marii Marciniak z Ciechanowca …, s. 256]

I. Od rana, w domu

(…) O godzinie 3ciej lub wpół do 4tej wstają ludzie po wsi w dzień powszedni (latem), śpiewając godzinki świecą sobie łuczywem, odmawiając pacierz (czeladź lub dzieci) skrobią ziemniaki, gospodynie mielą na żarnach. Gospodarz rznie sieczkę na ladzie i bydłu zadaje pożywienie; baba (żona) siada ze skopcem by krowę wydoić, rozpala ogień na kominie, idzie z naczyniem po wodę, i gotuje strawę.(…)

[za: O. Kolberg, Krakowskie, cz. I, t. 5, s. 172-173]

W cytowanym opisie dnia powszedniego chłopa z Krakowskiego, uderza nie tylko drobiazgowość obserwacji, ale również to, czego w nim nie ma. Poza wzmianką o „godzinkach” nie pojawia się nic o aktywności muzycznej, mimo że badacz wymienia niemal każdą czynność wykonywaną od świtu. Pozwala to przypuszczać, że właśnie ta konkretna poranna śpiewana modlitwa była w tym regionie powszechna, zwyczajem nakazana i ważna, jako prośba o dobry przebieg długiego dnia pracy.

 

II. W drodze 

(…) Do pracy i z pracy szło się z „duciem” piosenek. I religijnych, takich jak poranna „Kiedy ranne wstają zorze”, i długich, marszowych. Była to manifestacja mocy, krzepy i przygotowanie do pracy.(…)

(…) gdzie mnie zawołali, tam ja poszła. Do dworu — ja poszła do dworu. Na posatnice — ja poszła na posatnice. (…) o ja tam nie lubie nigdzie poleżeć. (…) To zawsze — będziem coś śpiewać? No, to co śpiewać? Kto zacnie? (…) To oni mnie proszo, żeby ja zacęła. (…) Jak rano idziem, to zawsze śpiewamy (…) Pięknie! Echo idzie! (…) Idziem do siana, to śpiewamy. Zawsze nam wesoło było.
[za: J. Szymańska, Rozstań się kalino z jaworem. Opowieść o…, s. 256, 257, 258.]

Typowym repertuarem były pieśni religijne (np. Serdeczna Matko, Kiedy ranne wstają zorze) śpiewane zarówno w zwykłe dni, jak i w okolicznościach z pogranicza powszedniości i obrzędu (żniwa). Przy tej ostatniej okazji zarówno u Kolberga, jak i innych autorów, czytamy o muzyce instrumentalnej, w której celowali zwłaszcza najemni robotnicy rolni, zwani bandochami. W Krakowskiem, a nawet na Mazowszu bywali nimi m.in. górale, mistrzowie w robieniu sierpem i kosą, którzy często grali też na skrzypcach i dudach.

Brama Sławkowska w Krakowie. Rys. Kajetan Kielesiński, 1847. Po prawej stronie widoczni górale z instrumentami, wędrujący za pracą. Źródło: Polona

Najmujący się za dniówki bandochy zaczynali i kończyli dzień muzyką:

Bandochy ugodzeni, ładują się na furmanki (…) Na czele takiej kawalkady pędzi wóz z grajkami, rzępolącemi od ucha, przy głośnych śpiewach reszty orszaku. Tak wjeżdżają do wsi i wesoło i tańcami dzień kończą, aby nazajutrz rozpocząć znojną pracę z sierpem lub kosą.
[za: O. Kolberg, Mazowsze, cz. I, t. 24, s. 66]

Droga do pracy i po jej ukończeniu, wydaje się jedną z najbardziej oczywistych, a i częściej odnotowywanych okazji do wspólnego śpiewu:

(…) Dzisiaj tego nie ma, ale kiedyś to… jak się kartofle kopało to późnij kopace szły, to śpiewały cało droge. A przecież jak było pole pięć kilometrów, to śpiew był czas, żeby wyśpiewać się, i wszystko.(…)
[Wywiad z Czesławem Majem; za: Teatr NN, brama Grodzka: https://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/etnografia-lubelszczyzny-cykl-roczny-w-zyciu-wsi-lipiec/]

 

III. W polu i na łące

Żęcie sierpem, Bykowce k. Sanoka, 1936. Fot. Magdalena Turek. Źródło: NAC

Dawni źniwa to nie to co tera (…) Bywało, jak zacno źniwaki śpiewać, to laboga, jak pięknie, Az się echo rozlega po polu.
[S. Dworakowski, Kultura społeczna ludu wiejskiego na Mazowszu nad Narwią,… s. 143-144; przyp. 450.]

Spośród prac polowych, między XIX a XX w. udokumentowano muzykę podczas sianokosów, a potem i żniw, związaną z obrzędem wyzwolin kosiarza (Wielkopolska, Kujawy, ziemia chełmińska i Mazowsze):

Kosiczki stojom,
Łónczki się bojom,
Kosiczki nie stójcie,
Łónczki się nie bójcie,
Zetniecie wy jom.
[Pieśń przy frycowym, za: B. Krzyżaniak, A. Pawlak, Kujawy, cz. I: teksty,…, s. 56, nr 10]

Żęcie kosą, Rekowo k. Bytowa, 1949. Fot. Jan Bułhak. Źródło: Polona

Jak już wspomniałam, paradoksalnie większość opracowań omawiających zwyczaje z uwzględnieniem śpiewów żniwnych powstała już po II wojnie światowej, kiedy masowo odchodzono od tradycyjnych metod pracy, a śpiewy wychodziły z użycia. Choć teksty te bazują na relacjach osób pamiętających żniwa z końca XIX i okresu międzywojennego, to niemal niemożliwe jest ustalenie okoliczności i dokładnych momentów wykonania pieśni. Dlatego sam fakt śpiewu w czasie żęcia bywa niekiedy kwestionowany (nawet przez informatorów!) jako trudny do pogodzenia z ekstremalnym wysiłkiem żniwiarzy:

Nie śpiewło się. To do potu trzeba robić. Sierpem. Tyle, że garść położysz, a tak zgięty cały czas. To kiedy będziesz śpiewał? (…)
[za: J. Szymańska, Podlasie. cz. I: Pieśni i obrzędy doroczne,…, s. 383]

I tu odwołam się do jednego z najciekawszych świadectw — opisu Stanisława Dworakowskiego z pracy Kultura społeczna ludu wiejskiego na Mazowszu nad Narwią z 1964 r. Jego wartość wynika z zestawienia własnych wspomnień z pogranicza mazowiecko-podlaskiego z ok. 1915 r. z relacjami informatorek zapisanymi jeszcze przed II wojną światową. Autor zaznacza, że pamięta głównie głosy kobiet, które śpiewały zarówno podczas schylania się do zboża, jak i po wyprostowaniu, w tym drugim przypadku traktując usankcjonowany zwyczajem śpiew jako okazję do krótkiego odpoczynku.

Żniwiarka, Bykowce k. Sanoka, 1936. Fot. Magdalena Turek. Źródło: NAC

Przywołując opinię informatorki z 1935 r., Dworakowski ukazuje fundamentalny problem:

Tera nima casu na śpiewy. Gospodarz na swojej kolonii uwija sie, żeby jak najszybciej skosić żyto. We dworze to co innego, robotniki cudze, nie śpiesy sie jem to jescy prędzy stano i pośpiewajo
[S. Dworakowski, Kultura społeczna ludu… s. 144; przyp. 452.]

Ta i inne zawarte w pracy wypowiedzi sugerują, że zanik pieśni żniwnych mógł być związany ze zmianą struktury społecznej, organizacji i narzędzi pracy. Na cudzym „pańskim”, przy robocie opłacanej najczęściej dniówkami, w dużej grupie i sierpami — pracowano wolniej. Rodzinne żęcie, w dodatku kosą, znacznie podniosło tempo pracy, nie zostawiając ani siły, ani czasu na śpiew. Ten być może pojawiał się w czasie przerw. Reszty dokonała mechanizacja.

Żniwiarze w Rusocinie, 1914-1944. Źródło: NAC

Co śpiewano, kiedy jeszcze śpiewano? W wielu regionach wykonywano pieśni obrzędowe na początek i koniec żniwa, natomiast o tych śpiewanych w czasie zwykłej pracy —zdecydowanie trudniej znaleźć informacje. Najwięcej ich mamy w odniesieniu do regionów wschodniej Polski — Lubelskiego, Podlaskiego W Lubelskiem wszystkie pieśni wykonywane na polu, w tym obrzędowe, jak i zwykłe towarzyszące pracy żniwnej, określano mianem polnych:

Żniwa Jasiu, żniwa, oj niemała to niwa
Oj niemałe to pole, jeno naju dwoje. (…)
[żniwna pieśń polna, za: J. Bartmiński, Lubelskie, cz. I: Pieśni i obrzędy doroczne;…, s. 484, nr 389C]

Dworakowski we wspomnianym wcześniej tekście wymienia także utwory weselne oraz powszechne — balladowe, zalotne, miłosne — napływowe i nowsze w funkcji towarzyszenia pracy żniwiarzy. Do żelaznego kanonu żniwnego należały natomiast pieśni, które służyły dialogowi — przekomarzaniu się, konkurowaniu, a zwłaszcza porozumiewaniu się żeńców. Pieśnią proszono postatnicę o pauzę na południowy posiłek, regulowano też tempo pracy:

Ej pofolguj postatnico, pofolguj,
Obejrzyj się na mój zagon, nie morduj!
[pieśń żniwna, za: S. Dworakowski, Kultura społeczna ludu,… s. 15]

Podobnie obwieszczano powrót do roboty, przerwę na podwieczorek, a pieśni wieczorne z motywem zachodzącego słońca kierowano do ekonoma, by wreszcie puścił pracowników do domu:

Ej, panie nas, panie nas, do dum cas, do dum cas,
Ej, słoneczko zachodzi, robić się nie godzi (…)
[pieśń żniwna, za: J. Szymańska, Podlasie. cz. I: Pieśni i obrzędy doroczne,…, s. 391, nr 0362.]

By zachęcić najemników, zintensyfikować i przedłużyć pracę, właściciele bogatych gospodarstw imali się nietypowych sposobów. O zgodzeniu kapeli, by przygrywała żeńcom w okolicach Nowego Targu, wspomina Kolberg:

Dla zebrania większej ilości żniwiarzy urządzają dla zachęty tzw. tłukę. Oto od samego południa gra na polu, gdzie żąć mają, muzyka złożona zwykle ze skrzypiec, basów i kobzy (dud), a przychodzących gospodarz częstuje wódką. Jeżeli jest noc jasna, żną w ten sposób nieraz do północy przy dźwiękach muzyki
[O. Kolberg, Góry i Pogórze, cz. I, t. 44, s. 95]

Wypas owiec, Wisła, 1933-39. Fot. Henryk Poddębski. Źródło: NAC

Praktyczne, komunikacyjne zastosowanie muzyki nie ograniczało się do żniw. W kulturze pasterskiej podobną rolę odgrywały śpiewne zawołania, w górach określane jako lukanie, ujkanie, a zwłaszcza podhalańskie wyskanie, pełniące także funkcję… towarzyską, zalotną i matrymonialną. Dzięki tym śpiewom na odległość pasterze obojga płci podczas wypasu kontaktowali się i mogli nawet umawiać się na spotkania…

Niezależnie od regionu, mężczyźni pasterze posługiwali się również instrumentami dętymi dostosowanymi do lokalnej tradycji i krajobrazu. Na Kaszubach były to bazuny, w górach rogi, trombity, na Mazowszu, Podlasiu — ligawy; wszędzie znano różne piszczałki i fujarki.

Każdy z chłopców (…) musiał wykazać się umiejętnością grania na tym instrumencie [bazunie] kilku sygnałów-hejnałów pasterskich, jako środka porozumiewania się między pasterzem trzód oraz wsią.
[za: L. Bielawski, A. Mioduchowska, Kaszuby. cz. I: Pieśni obrzędowe,… s. 137.]

Wypas krów w okolicy Kazimierza Dolnego, 1937. Fot. Stanisław Magierski. Źródło: NAC

Śpiew, gra instrumentalna służyły umilaniu długich godzin pracy, przekazywaniu informacji m.in. o początku i zakończeniu wypasu, sygnałów dla zwierząt. Jak pisze Kolberg, kujawski pastuch:

Pewnym będąc, że byle tylko piszczałkę przytknął do ust i w nią zadął, zwierzęta pieczy jego powierzone, znaczenie nuty jego dobrze zrozumieją (…). Inne [melodie] by je wygnać w pole, inne by je nawrócić lub nawołać, inne znów by pędzić do kupy, inne by odegnać.
[O. Kolberg, Kujawy, cz. II, t. 4, s. 210]

Skoro mowa o komunikacji ze zwierzętami, warto jeszcze wspomnieć o zjawisku z pogranicza mowy i śpiewu, jakim są zawołania na zwierzęta: drób, psy, koty, a także te pracujące na roli. Takie „wyśpiewywane” sygnały pozwalały sprawnie kierować tempem i kierunkiem ruchu, np. konia w czasie orki.

Orka koniem, 1938. Źródło: NAC

IV. W domu i obejściu

Karmienie drobiu, ok. 1947. Źródło: NAC

Na podstawie literatury najtrudniej uchwycić obecność muzyki towarzyszącej zwykłym oraz sezonowym pracom domowym i tym w obejściu (np. przy gotowaniu, praniu, pielęgnacji przydomowej zieleni!). Teksty nie określają samego momentu śpiewania, pozwalają jednak częściowo odtworzyć repertuar oraz okoliczności, w których pojawiał się on najczęściej, czyli podczas sąsiedzkich prac zespołowych. Możemy przypuszczać, że przy codziennych indywidualnych czynnościach kobiety śpiewały wedle upodobań pieśni należące do różnych gatunków, od miłosnych i żartobliwych, przez ballady, żołnierskie, czy rekruckie. Gdy w domu było małe dziecko, naturalnym elementem śpiewu przy pracy musiały być też np. kołysanki. Tam, gdzie pracowano wspólnie, różne opowieści oraz śpiew grupowy stawały się naturalną częścią spotkania, które często wieńczył poczęstunek i tańce z muzyką instrumentalną:

(…) Wszystko było na wesoło. Jak sie posło gdzie piórów drzyć, to gospodyni nasykowała kapusty, kartofli, kasy jakej, najod sie cłowiek, zadowoluny, potańcował. Cału noc sie darło, do pirsy, do drugij, do rana muzyka. (…)

(…) panny schodzili i kawalyry z harmonio, i tańce, i rubota razem szła
[za: H. Pelcowa, Dziedzictwo leksykalne wyznacznikiem tożsamości regionu lubelskiego, s. 98]

Częstymi okazjami do śpiewu było gromadne kiszenie kapusty, szycie, choć najwięcej wzmianek dotyczy darcia pierza:

(…) Schodziło sie tam dziesięć, dwanaście panienek, a chłopaki to sie schodziły zewsząd, bo chłopaki jak sie dowiedziały, że pirzaczki, to zewsząd przyjeżdżały. Jak sie pióra darło, to sie śpiwało różne piosenki, a chłopaki co robiły, rżały, śmiały sie, te papirosy ćkały.
[za: H. Pelcowa, Dziedzictwo leksykalne…, s. 98]

Przy przędzeniu i tkaniu, obok pieśni lirycznych, religijnych i balladowych pojawiały się te tematycznie powiązane z wykonywaną pracą. Szczególnie dobrze zachowały się one w Lubelskiem, na Mazurach i Podlasiu, gdzie do tej pory uprawia się len, lokalnie kultywując zwyczaje związane z tkactwem.

Na prządkach zawsze śpiewali, wrzecionami przędli, prześlicą, krążel, obsiadały ją, kaganek się świcił, na kominie szczypy poliły. Motowidło motały, ręcznie wrzecionem przędły.

Oj zeszliśmy się dzisiaj, oj zeszli z kądzielami.
Oj będziem przędli, oj będziem śpiewali.
[Wywiad z Anną Malec, za: „Muzyka Źródeł”, Anna Malec i Kapela Braci Bździuchów, CD 28: booklet, s. 23-24.]

Krynć się, kryć kołecko, ciungnij swo nitecke,
A ty, grzecna dzieweczko, zaspiewaj psiosnecke (…)
[fragment pieśni na prządki, za: B. Krzyżaniak, A. Pawlak, Warmia i Mazury, cz. cz. II: Pieśni balladowe i społeczne,… s 276, nr 364A]

We wszystkich regionach podczas Adwentu i Wielkiego Postu oczywiście ograniczano repertuar, kierując uwagę ku pieśniom religijnym.

Piorąca kobieta, Janowiec 1935. Fot. Stanisław Magierski. Źródło: NAC

 

Szczupłość zgromadzonych danych nie pozwala jednoznacznie potwierdzić, że na dawnej wsi śpiewano „przy każdej okazji”. Przekazy pozwalają jednak odpowiedzieć na inne pytanie, kiedy i dlaczego muzyka stawała się częścią pracy. Towarzyszyła ludziom przede wszystkim wtedy, gdy była potrzebna: jako poranna modlitwa zapewniająca dobry początek dnia, środek mobilizujący i integrujący w drodze do pracy, pomoc w organizacji wspólnych robót polowych, narzędzie komunikacji podczas orki, wypasu, czy wreszcie element umilający zarówno indywidualne, jak i zbiorowe zajęcia.

Analizowana literatura świadczy również o tym, że poza okresem Adwentu, Wielkiego Postu oraz sytuacjami ściśle obrzędowymi, repertuar wykonywany podczas pracy był znacznie bardziej elastyczny, niż można by przypuszczać. Obok pieśni związanych z konkretnymi pracami wykonywano utwory religijne, miłosne, zalotne, weselne, żołnierskie, balladowe, a niekiedy też muzykę instrumentalną, także do tańca (to na ogół przed rozpoczęciem lub/i po zakończeniu pracy). Obecność i rodzaj muzyki regulował zatem nie jeden czynnik, lecz cały ich zestaw, jak choćby kalendarz liturgiczny i rolniczy, modyfikacje narzędzi i organizacji pracy, lokalna tradycja, rola, jaką śpiew lub gra miały w danej sytuacji pełnić oraz, co ważne, indywidualne gusta. Dla funkcjonowania tej praktyki muzycznej nie bez znaczenia był jej społeczny i towarzyszki charakter, wreszcie — obecność osób potrafiących zainicjować śpiew lub grę — śpiewaków, muzykantów, naturalnych przewodników grupy. Tam, gdzie ich brakło, tam w oczywisty sposób milkły towarzyszące wysiłkowi śpiew i muzyka, zwłaszcza w niesprzyjających warunkach intensywnie radiofonizowanej i mechanizowanej wsi.

Podczas żniw w Górach Świętokrzyskich, 1938. Fot. Stanisław Magierki. Źródło: NAC

Dziękujemy, że nas słuchasz i czytasz!

Wesprzyj nas niematerialnie:

Wesprzyj nas materialnie:

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Zamknij