Dźwięk i obraz

Ostatni wiejscy muzykanci

"Jak się to zaczęło?

Nie miałem pojęcia o muzyce ludowej, słuchałem muzyki XX wieku od Strawińskiego po Lutosławskiego, no i muzyki rockowej. Nie potrafiłem odróżnić oberka od polki. Muzyka wsi kojarzyła mi się raczej z uciesznymi przyśpiewkami i skocznymi bez głębszego przesłania oberami."

Zdumienie przyszło nagle, był to bodaj 1978 rok, kiedy w audycji radiowej usłyszałem grę braci Metów ze wsi Glina i zatkało mnie. Nie przypuszczałem, że można grać z taką niebywałą emocją. Dwaj bracia stawiali ścianę dźwięku, mazurek był piękny, ale może nie to było najważniejsze, bo gdzieś w tle odzywały się głosy, jęki, nawoływania, coś, co stwarzało wrażenie niesłychanego wysiłku i bólu tworzenia, jakiegoś wezwania z dawnego świata.

 

 

Ostatni wiejscy muzykanci? Czy to nie przesada? Przecież coraz więcej jest festiwali folklorystycznych i imprez, wydaje się, że muzyka wsi zaczyna być wreszcie doceniana i przeżywa dobry czas. Nadawana jest w radiu, czasem wykonywana w salach koncertowych. Ruszyła komercyjna fala muzyki folkowej, a jednak…

Rozpoczynając swoje badania nad muzyką i obyczajami w 1979 r., zetknąłem się jeszcze ze skrzypkami urodzonymi w końcu XIX wieku. W pełni sił muzycznych była generacja muzykantów z lat 1902-1915. Uczyli się oni u tych mistrzów urodzonych w końcu XIX w., dzięki temu mamy wgląd głęboko w muzykę XIX stulecia.

 

 

Niezwykle ciekawe były dla mnie opowieści tej generacji z początku XX wieku o muzyce i towarzyszących jej obyczajach. O tych małych izdebkach bez podłogi, pełnych kurzu, gdzie uczniowie Kędzierskich grali swe wielogodzinne (sic!), prawie jazzowe improwizacje (nazywało się to „ogrywaniem obera”). O sile muzyki, która rozlegała się w tym świecie naturalnych dźwięków. Kiedy było wesele w sąsiedniej wsi, to ludzie wychodzili na łąki, żeby wieczorem „po rosie” jej nasłuchiwać. O ekstatycznych emocjach, jakie ta muzyka budziła, i o szaleńczych tańcach i zakładach, kto się pierwszy zmęczy i przestanie: skrzypek grać, czy tancerz tańczyć; bywało, że tancerz zmieniał ze sześć razy partnerkę i tańczył cały mokry, skrzypkowi puchły ręce, ale grał. Taki zakład to nie żarty, to wydarzenie często komentowane we wsi przez lata. W końcu o kontaktach z siłami nieczystymi, o czym dalej.

 

Nagrania kapeli braci Borowieckich. Łęgonice, Radomskie 1986. Fot. Małgorzata Bieńkowska

 

To był ten świat tajemniczych, niezrozumiałych już dziś dla nas powiązań, zależności, wierzeń i emocji. I ten świat zderzył się z XX wiekiem, z elektrycznością, samochodami, potem radiem i telewizją. Jak mógł wytrzymać taką konfrontację i nie rozsypać się!

Materiały do tej książki zbierałem wraz z żoną Małgorzatą w latach 1979-2000. Tłukliśmy się po wsiach, wypytując o muzykantów. Przejechaliśmy tysiące kilometrów, dotarliśmy do setek muzykantów. Z tych spotkań, rozmów i wywiadów wyłoniła się dziwna prawidłowość: najmłodsi skrzypkowie wiejscy (a na skrzypkach opiera się ta tradycyjna wiejska muzyka) urodzili się w końcu lat dwudziestych i tylko w niektórych wsiach trafiają się zjawiska wyjątkowe: skrzypkowie urodzeni w latach 1930-33 – młodszych skrzypków w ogóle nie ma! Na nich kończy się muzyka tradycyjna wsi, wraz z nimi bezpotomnie odchodzi cała formacja kulturowa. Ale czy bezpotomnie? Coś się ostatnio zmieniło...

Andrzej Bieńkowski 2012 

 

Źródło:
„Ostatni wiejscy muzykanci”, wyd. Muzyka Odnaleziona, Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki (obecnie Mazowiecki Instytut Kultury), Narodowe Centrum Kultury, 2012
– Cykl 15 biografii i opowieści o ludziach, stworzonych na podstawie książki „Ostatni wiejscy muzykanci” zostały przygotowane i zamieszczone przez Fundację „Muzyka Odnaleziona” na Mapie Kultury
www.mapakultury.pl

 

Zobacz:
– Archiwum Muzyki Wiejskiej
www.archiwummuzykiwiejskiej.pl
– Muzyka Odnaleziona
Fundacja – www.muzykaodnaleziona.pl
Wydawnictwo – www.muzykaodnaleziona.com
Facebook/MuzykaOdnaleziona